Archiwa tagu: Rainer Maria Rilke

Daleko wgłąb iść w dźwięków noc…

(…)
Uczyń mnie stróżem Twoich dali
i tym, co głazy podsłuchuje,
niech się me oko rozfaluje,
na Twoich mórz samotnej fali;
i daj mi wzdłuż rzecznego biegu
od krzyku po dwu stronach brzegu
daleko wgłąb iść w dźwięków noc.
Poślij mnie w przestrzeń, w Twój kraj pusty,
przez który idzie wielkich wichrów moc,
kędy klasztory wielkie niby chusty
stoją wokoło nieprzeżytych żyć.
Tam wśród pielgrzymów chciałbym być,
żadnym już fałszem złej zasłony
od ich postaci nie dzielony,
za jakim ślepcem w obce strony
iść drogą, której nie zna nikt.
(…)
Rainer Maria Rilke
„Księga godzin”
tłum. Witold Hulewicz

loading...
Share

A niechże ja kogoś do snu utulę…

Zum Einschlafen zu sagen

Ich möchte jemanden einsingen,
bei jemandem sitzen und sein.
Ich möchte dich wiegen und kleinsingen
und begleiten schlafaus und schlafein.
Ich möchte der Einzige sein im Haus,
der wüßte: die Nacht war kalt.
Und möchte horchen herein und hinaus
in dich, in die Welt, in den Wald.
Die Uhren rufen sich schlagend an,
und man sieht der Zeit auf den Grund.
Und unten geht noch ein fremder Mann
und stört einen fremden Hund.
Dahinter wird Stille. Ich habe groß
die Augen auf dich gelegt;
und sie halten dich sanft und lassen dich los,
wenn ein Ding sich im Dunkel bewegt.

Rainer Maria Rilke

Aus: Das Buch der Bilder

 

Słowa przed zaśnięciem

Chciałbym z kimś razem zaśpiewać,
przy kimś siedzieć i być.
Chciałbym kołysać cię, nucić,
być, gdy się budzisz, zasypiasz.
Chciałbym w domu jedynym być,
kto by wiedział: noc była zimna.
I chciałbym słuchać z uwagą
ciebie i świata, i lasu.
Zegary zwołują się biciem,
i widzi się czasu głąb.
A tam w dole obcy ktoś idzie,
i psa obcego lęk zdjął.
I będzie cisza. I wzrok moich oczu
cały na tobie spocznie;
i łagodnie cię weźmie i opuści cię trwożnie,
gdy coś poruszy się w mroku.

Rainer Maria Rilke Księga obrazów
tłum. Andrzej Lam

Hortensja

Mówić przy zasypianiu

A niechże ja kogoś do snu utulę,
posiedzę przy kimś, pobędę.
A niech ja śpiewaniem ukołyszę cię czule,
z twym snem, z przebudzeniem się sprzędę.

Niech będę ten jeden jedyny w domu,
co noc poznał z mrozem kosmosu.
Niech wsłucham się w głąb, i nasłucham ogromu —
ciebie i lasu, i losu.

Biją zegary, nawołują się w dźwięku,
i czas prześwieca jak rzeka.
Pies obcy gdzieś naszczekuje po ciemku
w dole na obcego człowieka.

A potem cisza. I w ciszy potężnej
nie odrywam od ciebie wzroku —
zatrzymanej w nim miękko i niedosiężnej,
gdy rzecz jakaś przesuwa się w mroku.

Rainer Maria Rilke Księga obrazów
tłum. Adam Pomorski

 

Share

Ty jesteś ptakiem, który wionął skrzydłem…

Anioł Stróż

Ty jesteś ptakiem, który wionął skrzydłem,
gdy się zbudziłem w nocy i krzyczałem.
Krzyczałem ramionami, bo twe imię
jest jak stu nocy głębie niezbadane.
Ty jesteś cieniem, co mnie uśpił lekko,
i każdy sen mój twoje nosi miano –
tyś jest obrazem, ja zaś jestem ramą,
co cię dopełnia lśniącą płaskorzeźbą.

Jak nazwę ciebie? Patrz, me wargi słabe.
Tyś jest początkiem, który z ciebie płynie,
ja jestem trwożnym i powolnym amen,
co twoją piękność ogarnia lękliwie.

Tyś mnie wyrywał z dusznego spokoju,
gdy sen grobowym zdał mi się brzemieniem,
ucieczką złudną, wiecznym zatraceniem –
tyś mnie podnosił z mego serca mroku
i chciałeś dźwignąć na wysokie wieże
jak dumne flagi, szkarłatne draperie.

Ty: co o cudach mówisz jak o wiedzy,
o ludziach jak o krzepiących melodiach,
o różach jak o wydarzeniach zmiennych,
co się płomiennie jarzą w twoich oczach
– ty szczęsny, kiedy nazwiesz wreszcie Tego,
z którego dnia siódmego ciągle spływa
świetlisty blask na twoje lotne skrzydła
gasnącą wstęgą…
Czy każesz, abym pytał?
Rainer Maria Rilke
Berlin-Schmargendorf, 24.07.1899
tłum. Andrzej Lam

Share

Herbsttag… Dzień jesienny…

Herbsttag

Herr, es ist Zeit. Der Sommer war sehr groß.
Leg deinen Schatten auf die Sonnenuhren,
und auf den Fluren lass die Winde los.

Befiehl den letzten Früchten, voll zu sein;
gib ihnen noch zwei südlichere Tage,
dränge sie zur Vollendung hin, und jage
die letzte Süße in den schweren Wein.

Wer jetzt kein Haus hat, baut sich keines mehr.
Wer jetzt allein ist, wird es lange bleiben,
wird wachen, lesen, lange Briefe schreiben
und wird in den Alleen hin und her
unruhig wandern, wenn die Blätter treiben.

Rainer Maria Rilke, 21.9.1902, Paris

 

https://youtu.be/ZPz6HH_2gBw

 

Jesienny dzień

Panie, już czas. Blask lata przeminął
Połóż więc cień swój na słonecznych chwilach
Niech się pół łany w wichurze rozpłyną.

Gronom spóźnionym nakaż, by dojrzały,
Ześlij im jeszcze ze dwa dni słoneczne,
Niech się zamienią krzewom swym zbyteczne,
W ostatniej słodyczy wina smak dojrzały.

Kto dziś domu nie ma, już go nie zbuduje,
Kto dziś samotny, zostanie już takiem,
Czuwając i pisząc długich listów znakiem
tam i z powrotem wędrować mu przyjdzie
ścieżką opadłych liści, co nie wiedzie nigdzie

Rainer Maria Rilke
Tłum. Michał Pełczyński

www.pelczynski.net

 

„Dzień jesienny”

Panie: już czas. Tak długo lato trwało.
Rzuć na zegary słoneczne twój cień
i rozpuść wiatry na niwę dojrzałą.

Każ się napełnić ostatnim owocom;
niech je dwa jeszcze ciepłe dni opłyną,
znaglij je do spełnienia i wypędź z mocą
ostatnią słodycz w ciężkie wino.

Kto teraz nie ma domu, nigdy mieć nie będzie.
Kto teraz sam jest, długo pozostanie sam
i będzie czuwał, czytał, długie listy będzie
pisał i niespokojnie tu i tam
błądził w alejach, gdy wiatr liście pędzi.
.
Rainer Maria Rilke
tłum. Mieczysław Jastrun

Jesienny dzień

Panie: już dosyć. Doszło swej pory
lat. Swym cieniem zgaś słoneczny zegar.
Wiatr nich przebiega nagich pól przestwory.

Spraw, niech dojrzeją ostatnie owoce;
dwa jeszcze dni im południowe daruj.
Niechaj w winnicach sennych od ciężaru
słodycz ostatnia spełnia się w te noce.

Kto dziś bezdomny, nie ma dlań nadziei.
Kto dziś samotny, takim pozostanie,
ten długie listy pisze nieustannie,
ten niespokojnie błąka się w alei,
gdy nad bezsennym liści trzepotanie.

RMR

tłum.  Adam Pomorski

 

 

 

Share

Der Panther… Pantera…

Der Panther

Sein Blick ist vom Vorübergehn der Stäbe
so müd geworden, daß er nichts mehr hält.
Ihm ist, als ob es tausend Stäbe gäbe
und hinter tausend Stäben keine Welt.

Der weiche Gang geschmeidig starker Schritte,
der sich im allerkleinsten Kreise dreht,
ist wie ein Tanz von Kraft um eine Mitte,
in der betäubt ein großer Wille steht

Nur manchmal schiebt der Vorhang der Pupille
sich lautlos auf –. Dann geht ein Bild hinein,
geht durch der Glieder angespannte Stille –
und hört im Herzen auf zu sein.

Rainer Maria Rilke
Im Jardin des Plantes, Paris

 

Pantera 

Tak ją znużyły mijające pręty,
że jej spojrzenie całkiem się zamąca.
Jakby miał tysiąc prętów świat zaklęty
i nie ma świata prócz prętów tysiąca.

Jej miękki chód na opór nie napotka,
wędrując wewnątrz najmniejszego pola –
to jakby taniec siły wokół środka,
w którym zdrętwiała trwa ogromna wola.

Niekiedy źrenic unosi zasłonę
cicho. – I obcy obraz się przedziera.
Idzie przez ciała milczenie stężone –
i w głębi serca bezgłośnie umiera.

RMR
tłum. Leopold Lewin (1907)

Pantera

Jardin des Plantes, Paryż

Jej wzrok znużony gonitwą wytrwałą
nie widzi nic, miganie tylko krat.
Jak gdyby przed nią tysiąc sztab istniało,
a za tysiącem sztab się kończył świat.

Jej miękki chód, wędrówka monotonna,
co wciąż zatacza najciaśniejszy krąg,
jest jak skupiony taniec wokół środka,
gdzie drzemie wola, by się wyrwać stąd.

I tylko czasem powieka odsłania
źrenice cicho. Obraz tędy wchodzi,
przebiega struną napiętego ciała
i ginie w sercu, nim się zrodził.
RMR
tłum. Andrzej Lam

Pantera
W Jardin des Plantes, Paryż

Spojrzenia jej znużyła mijająca krata,
że już nie zatrzymują nic, mdlejące.
Czuje, jak gdyby było sztab tysiące,
a za sztabami już nie było świata.

Jej kroki giętkie jakby się łasiły
kręcąc się ciągle w tym najmniejszym kole,
tworzą jak gdyby taniec siły
wokół środka, co więzi ogłuszoną wolę.

I tylko czasem uniesie się wyżej
zasłona źrenic. – I obraz się wdziera,
idzie przez członków naprężoną ciszę –
i głębi serca się zaciera.
RMR
tłum. Mieczysław Jastrun

 

The Panther

His gaze, from bars endlessly passing by,
has grown so weary nothing more to hold,
to him there seem to be a thousand bars so high
and behind a thousand bars – no world.

The supple gait pacing in crampéd round,
the movement of his powerful soft strides,
is like a dance of strength, and, centre bound,
a great dazed will amidst stands paralyzed.

Only at times, the pupils’ blind would part,
then, to an image give entrance silently:
‚t goes through the limbs’ calm tenseness to the heart,
and, in the heart – would cease to be.

RMR

– English translation by A.W. Tüting

 

His gaze against the sweeping of the bars
has grown so weary, it can hold no more.
To him, there seem to be a thousand bars
and back behind those thousand bars no world.

The soft the supple step and sturdy pace,
that in the smallest of all circles turns,
moves like a dance of strength around a core
in which a mighty will is standing stunned.

Only at times the pupil’s curtain slides
up soundlessly — . An image enters then,
goes through the tensioned stillness of the limbs —
and in the heart ceases to be.

RMR

– English translation by Stanley Appelbaum

 

His vision, from the constantly passing bars,
has grown so weary that it cannot hold
anything else. It seems to him there are
a thousand bars; and behind the bars, no world.

As he paces in cramped circles, over and over,
the movement of his powerful soft strides
is like a ritual dance around a center
in which a mighty will stands paralyzed.

Only at times, the curtain of the pupils
lifts, quietly–. An image enters in,
rushes down through the tensed, arrested muscles,
plunges into the heart and is gone.

RMR

– English translation by Stephen Mitchell

 

Pardál

v Jardin des Plantes, Paříž

Zrak, ztuhlý stálou chůzí podél mříží,
dávno se kolem přestal rozhlížet.
Ten pohled, zdá se, tisíc mříží tíží
a za tisící mříží žádný svět.

Plynulým krokem kreslí za pochodu
soustavně pravidelnou kružnici
jak mocné síly v tanci kolem bodu
mdlé vůle, mrákotami bloudící.

Občas, když závoj víček poodhalí,
do oka se mu vloudí vidina,
probudí klidné, natažené svaly
a v srdci opět usíná.
RMR

tłum. z niemieckiego: Antonín Brousek a Josef Hirša

 

La pantera
Nel Jardin des plantes, Parigi

Il suo sguardo, per lo scorrere continuo delle sbarre,
è diventato così stanco, che non trattiene più nulla.
E’ come se ci fossero mille sbarre intorno a lui,
e dietro le mille sbarre nessun mondo.

L’incedere morbido dei passi flessuosi e forti,
nel girare in cerchi sempre più piccoli,
è come la danza di una forza intorno a un centro
in cui si erge, stordito, un gran volere.

Soltanto a tratti si alza, muto, il velo delle pupille.
Allora un’ immagine vi entra, si muove
Attraverso le membra silenziose e tese
E va a spegnersi nel cuore.

RMR
Traduzione a cura di Gina Sfera

 

ПАНТЕРА

Её глаза усталые не в силах
смотреть, как прутья рассекают свет, —
кругом стена из прутьев опостылых,
за тысячами прутьев — мира нет.

Переступая мягко и упруго,
в пространстве узком мечется она —
танцует сила посредине круга,
в котором воля заворожена.

И лишь порой поднимется несмело
над глазом плёнка тонкая, тогда
внезапно тишина пронзает тело
и гаснет в сердце без следа.

1907, Перевод опубл. 1974
Tłumaczenie na język rosyjski Eugeniusza Witkowskiego

http://wikilivres.info/wiki/ Пантера_(Рильке/Витковский)

 

ПАНТЕРА

Уставши от мельканья тысяч прутьев,
её глаза c трудом приемлют свет.
Ей прутья кажутся границей сути:
кругом лишь прутья – дальше мира нет.

В её шагах упругость, сила, цепкость,
в кружении – безвыходность одна,
здесь жажда воли, вогнанная в клетку,
в неволе жить навек обречена.

Порой зрачков завеса распахнётся,
в них промелькнёт подобие следа,
сквозь мышцы образ вихрем пронесётся
и вмиг исчезнет в сердце навсегда.
РМР

Перевод с немецкого Вячеслав Маринин

Share

Lösch mir die Augen aus… Zgaś moje oczy…

Lösch mir die Augen aus

Lösch mir die Augen aus: ich kann dich sehn,
wirf mir die Ohren zu: ich kann dich hören,
und ohne Füße kann ich zu dir gehn,
und ohne Mund noch kann ich dich beschwören.
Brich mir die Arme ab, ich fasse dich
mit meinem Herzen wie mit einer Hand,
halt mir das Herz zu, und mein Hirn wird schlagen,
und wirfst du in mein Hirn den Brand,
so werd ich dich auf meinem Blute tragen.

Rainer Maria Rilke, Sommer/Herbst 1899

https://youtu.be/2Z4CniYi_ck

Zgaś moje oczy

Zgaś moje oczy: ja Cię widzieć mogę,
uszy zatrzaśnij: ja Ciebie usłyszę –
i ja do Ciebie bez nóg znajdę drogę
i bez ust krzyk mój cisnę w Twoją ciszę.
Ręce mi odrąb, a ja Cię pochwycę,
ja Cię pochwycę sercem jak ramieniem,
zawrzyj mi serce: mózgiem Cię zdobędę,
a skoro mózg mi wypalisz płomieniem,
ja na krwi mojej Ciebie nosić będę.

Rainer Maria Rilke
tłum. Witold Hulewicz

Zgaś moje oczy

Zgaś moje oczy: ja cię widzieć mogę,
zamknij mi uszy, a ja cię usłyszę,
nawet bez nóg znajdę do ciebie drogę,
i bez ust nawet zaklnę cię najciszej.
Ramiona odrąb mi, ja cię obejmę
sercem mym, które będzie mym ramieniem,
serce zatrzymaj, będzie tętnił mózg,
a jeśli w mózg mój rzucisz swe płomienie,
ja ciebie na krwi mojej będę niósł.

Rainer Maria Rilke
tłum. Mieczysław Jastrun

Put Out My Eyes
Put out my eyes, and I can see you still,
Slam my ears to, and I can hear you yet;
And without any feet can go to you;
And tongueless, I can conjure you at will.
Break off my arms, I shall take hold of you
And grasp you with my heart as with a hand;
Arrest my heart, my brain will beat as true;
And if you set this brain of mine afire,
Then on my blood-stream I yet will carry you.

Rainer Maria Rilke

Share

Die Stille… Cisza…

Die Stille

Hörst du Geliebte, ich hebe die Hände –
hörst du: es rauscht…
Welche Gebärde der Einsamen fände
sich nicht von vielen Dingen belauscht?
Hörst du, Geliebte, ich schließe die Lider
und auch das ist Geräusch bis zu dir.
Hörst du, Geliebte, ich hebe sie wieder……
… aber warum bist du nicht hier.

Der Abdruck meiner kleinsten Bewegung
bleibt in der seidenen Stille sichtbar;
unvernichtbar drückt die geringste Erregung
in den gespannten Vorhang der Ferne sich ein.
Auf meinen Atemzügen heben und senken
die Sterne sich.
Zu meinen Lippen kommen die Düfte zur Tränke,
und ich erkenne die Handgelenke
entfernter Engel.
Nur die ich denke: Dich
seh ich nicht.

Rainer Maria Rilke, 1900/01

Cisza

Słyszysz, kochana, ja wznoszę dłonie –
słyszysz: coś szemrze…
Bo jakież kochanka gesty samotne
nie są stokrotnym owiane szeptem?
Słyszysz, kochana, zamykam powieki,
i szmer ten także ciebie dosięga.
Słyszysz, kochana, znów je otwieram…
… ale dlaczego ciebie tu nie ma?

Każdego mego ruchu odbicie
w tej jedwabistej ciszy zostaje;
każde moje drgnienie najskrytsze
wzrusza kurtynę najdalszej dali.
Na mym oddechu powstają i toną
gwiazd zamiecie.
Do warg spragnionych zapachy przychodzą
i czuję lekkie muśnięcia dłonią
aniołów dalekich.
Tej tylko, o której myślę: Ciebie
nie widzę koło siebie.

RMR
1900/1901
tłum. Andrzej Lam

Cisza

Słyszysz, kochana, wznoszę ręce — słyszysz
szelesty…
Jakież mogłyby samotnych gesty
nie czuć, że je tłum rzeczy podsłuchuje w ciszy?
Słyszysz, zamykam oczy, lecz ten lekki
szmer dobiega także aż do Ciebie.
Słyszysz, kochana, podnoszę powieki…
… lecz czemu nie ma tu Ciebie.

Mojego ruchu odbicie najsłabsze
w jedwabnej ciszy znaczy się najtrwalej;
najmniejsze wzruszenie odciska się na zawsze
w napiętej zasłonie oddali.
Na mych oddechach wznoszą się i opadają
gwiazdy.
Do mych warg wonie do wodopoju
płyną w powiewie
i poznaję przeguby
dalekich aniołów.
Tylko tej, o której myślę: Ciebie
nie widzę.

RMR
tłum. Mieczysław Jastrun

Share

Muzyczne spotkanie… 2

Muzyczne spotkanie

Witajcie drodzy czytelnicy, zapraszam was na muzyczne spotkanie, ze mną, z muzyką, którą lubię i nie tylko…

W ciągu siedemdziesięciu najbliższych minut, zgarają w kolejności: Tangerine Dream, Porcupine Tree, Abraxas, SBB, Mira Kubasińska & Breakout, nasze spotkanie zakończy Peter Hammill. Muzyce towarzyszyć będą: ja, Rainer Maria Rilke, Edgar Allan Poe.

Tangerine Dream – Stratosfear

W zabieganiu,
pośpiechu powszedniego dnia
chwila zatrzymania.
Luźna biegnąca w dal myśl.
Naiwny uśmiech chłopca,
do pięknej dziewczyny,
kilka szybszych uderzeń serca.
Wiara i nadzieja?
Uderza w szybę,
gnany wiatrem deszcz.
Płyną krople po szkle.
W miłości Boga sens.
Ojcze Nasz, któryś jest…

Milknie burza dźwięków,
gra dalej cisza…
Twoje bolesne milczenie,
bolesna obecności świadomość.
Tęsknota, głosu słyszenia pragnienie.
Ty istoto z mego snu,
anielico zabiegana, światło wiekuiste.
Ty ogniu mój, co rozpalasz,
ogrzewasz, parzysz…
Ty co dręczysz, mamisz,
burzysz spokój snu…
Kim ty jesteś? Dziewczyno, kobieto,
proszę powiedz mi…

W chłodnym oddechu wiosennej nocy,
księżyca blask, nikłe światło gwiazd.
Świadomość marzenia, tęsknoty pieśń.
Równy, spokojny oddech kobiety.
Cisza. Pragnienie. Sen.
Oto pieszczota wyobraźni,
obraz, wspomnienie, pytanie.
Czy w niepewności jutra znajdziemy
chwilę by poczuć życia smak?
Zrozumieć jego sens…
Myśli moje uciekają,
błądzą niestrudzone.
I wracają, wracają zawsze,
do spokojnego oddechu śpiącej…

Białe chmury znikają.
Znikają szybko z wiatrem,
jak ten sen,
w którym już nie mogę dotrzeć do ciebie.
Czasami milczę, bo nie wiem,
bo nie wiem co powiedzieć,
co zrobić.
Widuję cię w moich snach,
tylko w snach i niechętnie,
niechętnie wracam do swego ciała.

Bo, Panie, pośród wielkich miast

Bo, Panie, pośród wielkich miast
są zatracone i rozwiązłe;
największe jest jak krzyk w pożodze –
pociecha żadna nie pomoże,
upływa jego marny czas.
Tam ludzie żyją źle i ciężko,
w pomrocznych izbach, w trwodze ducha,
lękliwi bardziej niż jagnięta;
a twoja ziemia tchnie i czuwa,
lecz oni o tym już nie wiedzą.
Tam dzieci w piętrach okien rosną,
ten sam je zawsze kryje cień,
nie słyszą, jak kwiat wzywa wiosną
w pogodny, jasny, wietrzny dzień –
są dziećmi, ale smucą się.

Rainer Maria Rilke
{przeł. Andrzej Lam}

Tangerine Dream – One Night In Space

Gwiazda wieczorna

Lato było w pełni,
Noc w pełni. Plejadą
Gwiazdy przez poświatę
Migotały blado,
Gdy księżyc lśniąc zimno
Wśród planet-wasali
Smugę blasku z niebios
Kładł na morskiej fali.

W uśmiechu na licach
Zimnych księżyca
-Zbyt zimnych! patrzyłem chwilę.
Skrył go pomału
Obłok jak całun.
Ku tobie oczy zwróciłem,
Gwiazdo wieczorna
W chwale dalekiej
Mojemu sercu tak miłej!
Z radością zawsze
Na ciebie patrzę,
Gdy w górze dumną masz wartę.
Wolę twe błyski
W dali niż bliskie
To światło zimne i martwe.

Poe Edgar Allan
Przekład: Z.Kierszys

Opętany zamek
W najzieleńszej z naszych dolin, Od aniołów zamieszkały, Promienisty i pogodny – Niegdyś zamek stał wspaniały. Tam- w krainie władcy Myśli Stał świetlany zamek ów: Żaden seraf nie nakreśli Skrzydłem cudnych takich snów. Kołysał się tam na dachu Szereg złotych flag bogaty: Ach – to wszystko było dawno, Przed dawnymi bardzo laty. Z wietrzykami, co igrały W posłoneczne owe dnie – Przez omszone, jasne wały Wonny eter w sale mknie. – Wędrownicy, w tej dolinie, Przez dwa okna jaśniejące Widzą duchy, w takty liry Melodyjnie kołujące Wokół tronu, lśniąc wspaniale, Iście, jak porphyrogen, W należytej widniał chwale Świetny zamku władca ten. Promiennymi od rubinów – Świetlanego zamku wroty – Płyną – płyną – ciągle płyną Muzykalne ech istoty, Których słodkim było losem Wciąż królowi nucić śpiew, Ponad wszystko cudnym głosem – Wiedzy ludów niosąc siew. Aż ci naraz w czarnych szatach Spadła chmura klęsk obfita; Płacz, bo nigdy złota zorza Już nad zamkiem nie zaświta. I ów pałac – co jaśnieje Dotąd chwałą – w mroki padł – I straszliwe jakieś dzieje Z niepamiętnych dźwiga lat. A wędrowcy dziś w dolinie Przez dwa okna krwią płonące – Widzą formy, rozdźwięczone Fantastycznie kołujące – I jak rzeki wir szalonej Rój zgrzytliwych płynie ech, Poprzez wrota – wykrzywiony Bez uśmiechu w wieczny śmiech.

Edgar Allan Poe
tłum. Antoni Lange

Porcupine Tree – Chloroform

Mały degeneracie, zastanawiam się, gdzie jesteś
Kolejny konwój pod radarem

Chłopiec w pożyczonych ubraniach, wie, że jest dziewczyną
Odłamki światła spływają w dół, spokój w powietrzu

Wielki śpiochu, Twoja głębia jest zbyt głęboka dla mnie
Mów wyraźniej, nie słyszę Cię, tonę

Po górskiej stronie, trzymaj mnie w swoim spojrzeniu
Ale to już koniec, bo mam dzieci do wychowania

Abraxas-„Alhambra”

Poza przestrzenią,
Gdzie niebo bez gwiazd, przenika otchłanią
Już czas.
Lustra pękają, a słońce już śni
Zegar na ścianie przestał bić

Ziemia żałobna, rapsody jak pieśń
Ptaki samotne lecą gdzieś.
Rzeki nie płyną, a serce twe śpi.
Rosa utkana blaskiem lśni.

Poza dobrem, poza złem, jest taki sen
Cierpisz by żyć, kochasz by żyć, a poza prawdą już
Tylko Ty

Czasem w noc, kiedy nie słyszę już nic,
Budzę się, przenika mnie wir.
Wiem, że to znak. Wiem, że to znak.
Obok mnie, czuję oddech Twój.

Jak to jest, że oczy wpatrzone i ja znamy się,
Choć dzieli nas noc.
Velvet i ja, szkarłat i ja
Teraz już wolny jesteś Duch

Strony tną ciszę krawędzi jak nóż
Może znów śmierć puka do drzwi
Velvet i ja, szkarłat i ja.
Zapach krwi jeszcze we mnie tkwi.

Poza prawdą, poza dobrem, poza złem
Ma religia zabija mnie znów.
Umrzeć i żyć, szeptać i żyć
Do narodzin czekać na swój ból.
Ludzkie serca w tajemnicy modlą się
O marzenia, że stanie się cud
Wiele bym dał, by cofnąć czas do
Dzieciństwa,
Raju błogich cnót
Życie płynie, a alhambra cicho łka…

SBB – Z których krwi krew moja

„…Z miłości jestem
z których krwi krew moja
z miłości jestem albo z woli męża
z których kości kość moja
z miłości jestem
z miłości
jestem z miłości

nie słyszałem w tym domu
cichych dzwonków tkliwości
z których myśli myśl moja
nie widziałem nigdy waszych pocałunków
dlaczego zatem gdy odeszło jedno
drugie odeszło
z miłości jestem
jestem z miłości
jestem z miłości…”

Mira Kubasińska & Breakout – Wielki ogień

Prześnił się już dzień
Ptaki weszły w sen
Ogień ogień się jeszcze tli

Nowy idzie dzień
Spłonął nocy tren
Ogień ogień się jeszcze tli

Tyle słońca w koło
A mnie chłód
Ostry chłód przeszywa
Coraz bardziej sama
Jestem tu
Dom mój cień przykrywa

Całe ciepło z sobą
Wziąłeś stąd
Teraz mrok tu mieszka
Coraz bardziej wyspą
Jest mój dom
Ostów szum
Na ścieżkach

Każdej nocy
Ogień ktoś pali
Twoje imię
Woła w dali

Całe moje ciało trawi głód
Ostry głód łaknienie
Do rąk moich pełzną
Do mych nóg
Dłoni twych płomienie

Każdej nocy
Ogień ktoś pali
Twoje imię
Woła w dali

Ogień ogień
Ogień ktoś pali
Twoje imię woła w dali

Prześnił się już dzień
Ptaki lecą w sen
Ogień ogień się jeszcze tli
Nowy idzie dzień
Spłonie nocy tren
Ogień ogień się jeszcze tli

Każdej nocy
Ogień ktoś pali
Twoje imię
Woła w dali

Ogień ogień
Ogień ktoś pali
Twoje imię woła w dali

Mira Kubasinska & Breakout – Liście zabrał wiatr

Naszej miłości bardzo zimno dziś
Czym mamy ogrzać ręce jej?
Już dawno z drzewa spadł ostatni liść
A jutro spadnie pierwszy śnieg

Naszej miłości bardzo zimno dziś
Czym ogrzać mamy nogi jej?
Na winogradzie pierwsza szronu kiść
I wiatr w piszczałki ulic dmie

Kwiaty nam skosił mróz
Liście pozrywał wiatr
Śniegiem przysypał bramy wzgórz
I tak się boję, że do wiosny umrze nam
Do wiosny umrze miłość już

Peter Hammill – The Comet, The Course, The Tail

Mówią, że jesteśmy obdarzeni Wolną Wolą
to przynajmniej, uzasadnia naszą potrzebę niezdecydowania
Między naszymi instynktami i żądzą zabijania
pochylamy głowy w poddaniu.
Mówią, że żaden człowiek nie jest wyspą,
a potem mówią że nasze zamki to nasze domy;
ten wybór należy do nas, pomiędzy pokojem i przemocą
Och, tak, możemy wybrać, sami?

Gdy kometa rozciąga swój ogon na niebie
z bliska nie rozpoznasz dokąd zmierza
ani czy znalazła własny cel
Jednak droga komety bądź pewien,
to nie Konstytucja,
Jest prawdopodobnie czymś więcej
niż śledzenie ogona
w jednym krótkim strzale w chwały

Miłość, pokój i indywidualność
więc porządek i społeczeństwo są przez człowieka?
Wojna i nienawiść i cienie nieprawości,
czy jesteśmy niewolnikami?
Kierowanie agresywnych energii,
Życzenie śmierci i Wola przetrwania
w znalezieniu i zachowaniu wrogów
to, że tylko w ten sposób wiemy, że żyjemy?
W rzeźni wszystkie zwłoki pachną tak samo,
czy królowych lub pionków i niewinnych w grze; na cmentarzu wszyscy są równi,
poza zewnętrznym przepychem i okolicznościami śmierci.

Jest ustalony w kalendarzu czas, kiedy wszystkie powody wydają się zaledwie wystarczać
aby podtrzymać wszystkie spadające gwiazdy:
Czasy są niebezpieczne
Czekam na coś, co wydarzy się tutaj,
odczucia tak jakby dawno przeterminowane:
być może powtórzenie przeszłości
lub coś zupełnie nowego

A wiedza, którą zyskujemy w kawałkach
zawsze prowadzi nas bliżej samego początku,
do postawienia pytania:
Jak mogę powiedzieć, że droga do piekła, nie prowadzi do nieba?
Co mogę powiedzieć, kiedy na jakiejś mało znanej drodze,
Idę w swoją stronę?

br /

DJ Szwajcar

br / z miłości jestem

Share

Salome…

Salome
Krzysztof Kamiński – koncept, opracowanie i recytacja
Michał Lorenc – muzyka z filmu „Osaczony”
Borowski, Rilke, Przerwa – Tetmajer
Czterdzieści osiem minut czterdzieści trzy sekundy poza czasem i przestrzenią, słodkie zapomnienie. Niesamowita spójność poezji i muzyki. Słucham już czwarty raz…

Ja wiem, że żyjesz…

Ja wiem, że żyjesz. Jakże mogą inaczej sens mieć
cień i światło dalekich zimnych gwiazd, refleksów
kryształów świata?
Czarna ziemia jak rtęcią błyszczy rosą, lasy nad
horyzontem ciemne rosną jak ponad sinym morskim
dnem i krew pulsuje, jakby taktem odpowiadała taktem
fal morza wszechświata, które mi tak bliskie i dalekie
razem i które Twoją krwią pulsuje.
Czuje, że jesteś, wiem, że jesteś.
Tadeusz Borowski

Ślepnąca

Siedziała wraz z innymi przy herbacie,
jak wszyscy. Ale mnie się wydawało,
że filiżankę trzymała inaczej.
Uśmiechała się. To prawie zabolało.

I kiedy w końcu wstali, rozmawiając,
i z wolna, i bezładnie, jak traf zdarzył,
szli przez pokoje (w śmiechu, w głośnym gwarze),
ujrzałem ją. Jakby się ociągając

szła, jak ta, która będzie na zabawie
za chwilę śpiewać przed tłumem zebranych
ludzi; na oczach jej uradowanych
leżało światło z zewnątrz jak na stawie.

Stąpała z wolna, jak gdyby zwlekała,
jakby musiała coś przekroczyć jeszcze;
a jednak jakby po tym przejściu miała
nie stąpać więcej, lecz wzbić się w powietrze.
Rainer Maria Rilke
tłum. Mieczysław Jastrun

Wiem…

Wiem, z nagła się otworzy krąg
miłości naszej. Nieostrożny
mej ręki ruch odpłoszy ciebie —
wtedy odejdziesz. Każda rzecz,
której dotknęłaś, nawet powiew
powietrza, idącego od drzwi
lekko przez ciebie otwieranych —
ciebie mi będą przypominać,
jak gdyby struną były, którą,
przechodząc mimo, potrąciłaś…
A jakim dźwiękiem będę drżał
ja, który miałem cię w ramionach?
Tadeusz Borowski

Myślę o Tobie…

Myślę o tobie. Twoje oczy,
twój głos, twój uśmiech przypominam,
patrząc na niebo. Zboczem nieba
zsuwa się obłok, jakbyś lekko
profil zwróciła w lewo. Ówdzie
drzewo wplątane w wiatr przechyla
koronę twoim przechyleniem,
a tam w powietrzu ptak się waży –
i wiem, że tak do twarzy wznosisz
dłoń w zamyśleniu. Rozproszona
uroda rzeczy, błysk przelotny
piękna na ziemi wiem, że w tobie
uwiązł i zastygł w kształt…
Tadeusz Borowski

Wciąż jesteś przy mnie…

Wciąż jesteś przy mnie. Wszelki dźwięk
i ruch tak zwykły jak schylenie
czoła ku rękom, trzepot powiek
i cichy uśmiech zamyślenia –
to jesteś ty. Milczenie ust,
puls serca i pieszczota dłoni
nie chwycą ciebie ani słowo,
które w przemożny rośnie rytm
i jakby falą i ciemnością
ogarnia mnie… Więc smutek, gorycz,
tęsknota – czyż naprawdę jestem
struną, na której ból mijania
w dźwięk się przewija? Tylko jedna
ty, kiedy schylasz się nade mną,
uważnie patrząc w moje oczy,
uciszasz drżenie i mój ból,
i chociaż ciebie nie ogarnę
słowem i gestem, jest mi dobrze
i mówię ci po prostu: jesteś…
Tadeusz Borowski

Zgaś moje oczy

Zgaś moje oczy: ja cię widzieć mogę,
zamknij mi uszy, a ja cię usłyszę,
nawet bez nóg znajdę do ciebie drogę,
i bez ust nawet zaklnę cię najciszej.
Ramiona odrąb mi, ja cię obejmę
sercem mym, które będzie mym ramieniem,
serce zatrzymaj, będzie tętnił mózg,
a jeśli w mózg mój rzucisz swe płomienie,
ja ciebie na krwi mojej będę niósł.

Rainer Maria Rilke tłum. Mieczysław Jastrun

Cisza

Słyszysz, kochana, wznoszę ręce — słyszysz
szelesty…
Jakież mogłyby samotnych gesty
nie czuć, że je tłum rzeczy podsłuchuje w ciszy?
Słyszysz, zamykam oczy, lecz ten lekki
szmer dobiega także aż do Ciebie.
Słyszysz, kochana, podnoszę powieki…
… lecz czemu nie ma tu Ciebie.

Mojego ruchu odbicie najsłabsze
w jedwabnej ciszy znaczy się najtrwalej;
najmniejsze wzruszenie odciska się na zawsze
w napiętej zasłonie oddali.
Na mych oddechach wznoszą się i opadają
gwiazdy.
Do mych warg wonie do wodopoju
płyną w powiewie
i poznaję przeguby
dalekich aniołów.
Tylko tej, o której myślę: Ciebie
nie widzę.

Rainer Maria Rilke tłum. Mieczysław Jastrun

Kim jesteś?

Kim jesteś? Ręki twojej gest
i uśmiech drżący w cieniu ócz
znam i nie mogę w sobie kształtu
odtworzyć, jakbym szedł ulicą
tak dobrze znaną, że mi patrzeć
na domy bliskie i otwarte
na oścież oczom — nie potrzeba.
A później: skąd przyszedłem tu? –
– w zdumieniu pytać. Tak i ty
bliska mi jesteś i tak znana,
że słowem ciebie nie ogarnę
ani obrazem, tylko czuję
w sobie idący czar od ciebie,
niepokojącą ufność, dobroć
i może grozę piękna, jakbym
ujrzał anioła, który nagle
rozwijać jął do lotu skrzydła i
memu dziwił się lękowi…
Tadeusz Borowski

Tak mi się twoja twarz rozpływa…

Tak mi się twoja twarz rozpływa
i niknie we mnie jak widnokrąg,
z którego odejść trzeba. Głos twój,
twe oczy, uśmiech jak przelotny
wiatr, gdy się o twarz ociera,
jeszcze drży we mnie i jak ptak,
który tak lekko i ostrożnie
w powietrzu waży się, jak gdyby
oddechem był — ulata ze mnie,
rozpływa się i niknie. Próżno —
ty wiesz, że w szyby nocnej czerń
jak w życie swoje dawne patrzę,
lecz ciebie tam już nie ma.
Tylko mgła, która w górę się podnosi…
Tadeusz Borowski

Pieśń Abelone

Ty, której nie mówię, że płacząc leżę nocą
wśród milczenia,
której istnienie mnie upaja kołysząco
do zmęczenia.
Ty, która mi nie mówisz czuwając
dla mnie:
jak my tę całą wspaniałość
moglibyśmy znieść
nie uśmierzając?

Spojrzyj na kochających,
ledwie wyznali z warg drżących,
jak szybko kłamią.

Samotnym mnie czynisz. Ciebie jedną mogę zamienić.
Przez chwilę jesteś to ty, a potem znowu szumienie
albo woń, co owiewa mnie rosnąc.
Ach, tamte wszystkie straciłem w ramionach,
tylko ty wciąż na nowo narodzona:
żem nigdy cię nie zatrzymał, trzymam cię mocno.

Rainer Maria Rilke tłum. Mieczysław Jastrun

Senny dziś jestem…

Senny dziś jestem. Hałas ulic,
trzepot kurtyny nieba, dźwięk
każdy się jawi jak przez mgłę
dym horyzontu. Barwa, obraz
i kontur tracą ostrość, jakby
brama, ulica, mur naprzeciw
zaraz gdzieś odejść miały. Żalu
nie mam żadnego, że kształt mija,
ani tęsknoty, tylko milczy
noc we mnie, to sen z ramion twych
odpłynął ku mnie: zamyślenie,
uśmiech wewnętrzny, dotyk snu
przejrzysty, lekki. Tak pieściłem
w dłoniach twe włosy nocą, które
spływają falą wzdłuż mych dłoni,
i tak milczałem pełen ciebie,
jak teraz milczy we mnie sen…
Tadeusz Borowski

Czy wrócisz do mnie?

Czy wrócisz do mnie? Jakby fala,
jak mrokiem nocnym, który z dołu
oplata nogi i napływa
ciężko nawisłym, opuchniętym
niebem na piersi — tak ty jesteś:
jak cień mój przy mnie, jak me ciało
tak rzeczywista; nieuchwytna
i tak głęboka jak odbicie
mej zamroczonej twarzy w szybie
czarnej od nocy. Tylko wiem,
że coś się miesza we mnie, jakbym
po prostu tak od siebie odszedł,
jak się od stołu lub od łóżka
idzie nie zostawiając nic. Lecz
ja jestem w sobie tak jak w ciężkim
śnie; wiem, śnię siebie, ale nic
już nie pamiętam, co prześniłem…
Tadeusz Borowski

LUBIĘ, KIEDY KOBIETA…

Lubię, kiedy kobieta omdlewa w objęciu,
kiedy w lubieżnym zwisa przez ramię przegięciu,
gdy jej oczy zachodzą mgłą, twarz cała blednie
i wargi się wilgotne rozchylą bezwiednie.

Lubię, kiedy ją rozkosz i żądza oniemi,
gdy wpija się w ramiona palcami drżącemi,
gdy krótkim, urywanym oddycha oddechem
i oddaje się cała z mdlejącym uśmiechem.

I lubię ten wstyd, co się kobiecie zabrania
przyznać, że czuje rozkosz, że moc pożądania
zwalcza ją, a sycenie żądzy oszalenia,
gdy szuka ust, a lęka się słów i spojrzenia.

Lubię to – i tę chwilę lubię, gdy koło mnie
wyczerpana, zmęczona leży nieprzytomnie,
a myśl moja już od niej wybiega skrzydlata
w nieskończone przestrzenie nieziemskiego świata.
Kazimierz Przerwa-Tetmajer

I tak zostałaś…

I tak zostałaś: przechylona
i z półuśmiechem pożegnania
na drżących wargach. Jak na scenie,
gdy rola ma się ku końcowi.
Może to tylko błysk był skośny słońca
od ócz odbity? Może to tylko prawda.
I czuje, jak w milczeniu nocy,
upływasz ze mnie. I to jest ta noc,
i to jest ten świat o nazwie prostej Ty…
Tadeusz Borowski

Jak oślepiony stoję w mroku…

Jak oślepiony stoję w mroku,
już nie znajduje ciebie wzrok mój.
Ciężar zbłąkanych moich dni,
zasłoną tylko. Za nią jesteś ty.
Czyż nie podniesie się?
Zdrętwiały czekam skrycie.
Owa zasłona, za którą żyje moje życie.
Najwyższe przykazanie? Sama życia treść,
a oto teraz, moja śmierć.
Byłaś najbardziej macierzyńską z kobiet
i przyjacielem byłaś mi niczym mężczyzna.
Kobietą oczy wszystkich ciągnącą ku sobie
i często dzieckiem bywałaś, dziś wyznam.
Najczulszą z istot jakie napotkałem,
jak stal twardą, gdyś walkę podjęła.
Błogosławieństwem byłaś, wzniosłym ideałem
i stałaś się przepaścią co mnie pochłonęła…
R. M. Rilke

Nie wołaj mnie…

Nie wołaj mnie, przestań, nie trzeba.
Wróć do pokoju, zamknij drzwi.
Z konającego spływa nieba słonce.
Ogromna kropla krwi.
Muszę tu jeszcze stać na chłodzie.
Aż mnie obejmie dreszcz i mrok.
Odejdź od okna, nie płacz miła,
Muszę tu stać, aż wzejdzie nów.
Dawna to sprawa i zawiła
I nie ma na to żadnych słów.
Woła mnie, wzywa cichym śpiewem
Spoza gałęzi jak zza krat.
Nabrzmiały łzami, drżący gniewem,
Mój własny głos sprzed wielu lat.
Kazimierz Przerwa-Tetmajer

Share