Archiwa tagu: Espresso

To, co powinno być życiem…

Nie myśl o tym, że wszystko się kończy. Myśl, że wszystko się dopiero zaczyna. To, co powinno być życiem: spokój, wolność i cisza.

Marek Hłasko
Ósmy dzień tygodnia

Nie myśl o tym, że wszystko się kończy. Myśl, że wszystko się dopiero zaczyna. To, co powinno być życiem: spokój, wolność i cisza.

loading...
Share

Spragnieni głosów i mandatów Chcą zaspokoić władzy głód…

Hymn Partii Umiarkowanego Postępu ( w granicach Prawa)
– na melodię pieśni anarchistów

Już powstał milion kandydatów
Okłamać prostoduszny lud,
Spragnieni głosów i mandatów
Chcą zaspokoić władzy głód

Niech głoszą radykalne zmiany,
Niech gwałtem burzą stary ład,
Nasz postęp jest umiarkowany,
Pan Haszek to nasz kan-dy-dat!

Wyborcy w naszym mieście
Ból do Obory nieście,
A kto ma świerzb, w domu siedź!
Wołajmy: precz z radykałami!
Precz z laickimi bankrutami!
Na bój, na bój
Umiarkowany!

Na darmo przeciw nam się głowi
Yvonna, Klofacz, Kramarz, Dyk,
Bo my jesteśmy postępowi
W granicach prawa tak jak nikt!

Nas żadna burza nie zaskoczy,
Nie spęta drut więziennych krat,
Umiarkowany postęp kroczy
Zwycięskim marszem poprzez świat!

(Tłum. Jacek Baluch b. ambasador RP w Pradze)

Share

Żyjemy, by się miłować…

Trzy róże

Ja i ty

Śniliśmy siebie wzajem
I to nas wzajem zbudziło,
Żyjemy, by się miłować,
I to nas nocy wróciło.

Ty stawasz się we śnie moim,
Ja we śnie twoim się staję,
I śmierć nas gubi, kiedy
Gubimy się w sobie wzajem.

Na płatkach lilii dwie krople
Krągłe i czyste dygoczą,
Gdy spłyną na dno kielicha,
Na dnie kielicha się złączą.

Fryderyk Hebbel
tłum. Witold Wirpsza

Share

Ten Diabeł z Notre-Dame spojrzy na mnie i spyta…

Espresso

ROZMOWA Z DIABŁEM Z

NOTRE-DAME

Ten Diabeł z Notre-Dame
spojrzy na mnie i spyta:
— Czy pan jest dr Lam?
— Nie, Scyta.

— Co to Scyta, kochanie?

— Chleb z wodą na śniadanie,
a „z ziemi przez uszanowanie”,
i nie sceptyk,
i nie epileptyk,
i nie kob-i-ta.

— Hm, to sprawa ciekawa,
a jednak — czarna kawa,
argentyńskie łazienki
i angielskie piosenki,
o: płyta:
„An English boy in Paris fell
for a lovely mademoiselle…”

— Ba… Świta.
Idę spać do Lamberta
przez Aleję Mozarta,
mosty, owszem, niczego
i Genowefa — Landowskiego,
fontanny, luwry, kotki,
tryb życia nader słodki.

— A Sekwana zielona…

— Milsza mi moja żona!
Ja z żoną, ja ze słońcem,
z pługiem, z koniem, z Muromcem.
Święty Jerzy miał włócznię,
toć jestem jego uczniem,
święty Jerzy też Scyta,
vide: „Noc” Heraklita,
więc bonne nuit, monsieur.
Orać. Orać. Zaorać.
Fura dnia do wieczora.
Pójdą żony przez żyto.
Urodzą dzieci Scytom
się.
Konstanty Ildefons Gałczyński
Paryż, grudzień 1945

 

Share

Z kronik bajek i żywotów świętych…

jesien

U wrót doliny

Po deszczu gwiazd
na łące popiołów
zebrali się wszyscy pod strażą aniołów

z ocalałego wzgórza
można objąć okiem
całe beczące stado dwunogów

naprawdę jest ich niewielu
doliczając nawet tych którzy przyjdą
z kronik bajek i żywotów świętych

ale dość tych rozważań
przenieśmy się wzrokiem
do gardła doliny
z którego dobywa się krzyk

po świście eksplozji
po świście ciszy
ten głos bije jak źródło żywej wody

jest to jak nam wyjaśniają
krzyk matek od których odłączają dzieci
gdyż jak się okazuje
będziemy zbawieni pojedynczo

aniołowie stróże są bezwzględni
i trzeba przyznać mają ciężką robotę

ona prosi
– schowaj mnie w oku
w dłoni w ramionach
zawsze byliśmy razem
nie możesz mnie teraz opuścić
kiedy umarłam i potrzebuję czułości
starszy anioł
z uśmiechem tłumaczy nieporozumienie

staruszka niesie
zwłoki kanarka
(wszystkie zwierzęta umarły trochę wcześniej)
był taki miły – mówi z płaczem
wszystko rozumiał
kiedy powiedziałam –
głos jej ginie wśród ogólnego wrzasku

nawet drwal
którego trudno posądzić o takie rzeczy
stare zgarbione chłopisko
przyciska siekierę do piersi
– całe życie była moja
teraz też będzie moja
żywiła mnie tam
wyżywi tu
nikt nie ma prawa
– powiada –
nie oddam

ci którzy jak się zdaje
bez bólu poddali się rozkazom
idą spuściwszy głowy na znak pojednania
ale w zaciśniętych pięściach chowają
strzępy listów wstążki włosy ucięte
i fotografie
które jak sądzą naiwnie
nie zostaną im odebrane

tak to oni wyglądają
na moment
przed ostatecznym podziałem
na zgrzytających zębami
i śpiewających psalmy

Herbert Zbigniew

Share

Pod drzwiami staną, i nocą kolbami w drzwi załomocą…

Bagnet na broń

Kiedy przyjdą podpalić dom,
ten, w którym mieszkasz – Polskę,
kiedy rzucą przed siebie grom,
kiedy runą żelaznym wojskiem
i pod drzwiami staną, i nocą
kolbami w drzwi załomocą –
ty, ze snu podnosząc skroń,
stań u drzwi.
Bagnet na broń!
Trzeba krwi!

Są w ojczyźnie rachunki krzywd,
obca dłoń ich też nie przekreśli,
ale krwi nie odmówi nikt:
wysączymy ją z piersi i z pieśni.
Cóż, że nieraz smakował gorzko
na tej ziemi więzienny chleb?
Za tę dłoń podniesioną nad Polską –
kula w łeb!

Ogniomistrzu i serc, i słów,
poeto, nie w pieśni troska.
Dzisiaj wiersz – to strzelecki rów,
okrzyk i rozkaz:
Bagnet na broń!
Bagnet na broń!
A gdyby umierać przyszło,
przypomnimy, co rzekł Cambronne,
i powiemy to samo nad Wisłą.

Władysław Broniewski

Share

Bez ciebie! Bez ciebie!

Pójdę między jodły
Tam, gdzie ją widziałem ostatni raz
Wieczór zmrok już rzuca na ziemię
I na drogi z za obrzeżem lasu
A las wydaje się taki czarny i pusty
Biada mi, o biada i ptaki już więcej nie śpiewają
Nie mogę bez ciebie być – bez ciebie
Z tobą również jestem samotny – bez ciebie
Bez ciebie liczę godziny – bez ciebie
Z tobą stoją sekundy – nie warte nic
Na konarach w rowach
Jest teraz cicho i bez życia
I oddech przychodzi mi, ach, z takim trudem
Biada mi, o biada i ptaki już więcej nie śpiewają
Nie mogę bez ciebie być – bez ciebie
Z tobą również jestem samotny – bez ciebie
Bez ciebie liczę godziny – bez ciebie
Z tobą stoją sekundy – nie warte nic, bez ciebie
I oddychanie idzie mi ciężko
Boli mnie, o Boże i ptaki nie śpiewają już
Nie mogę bez ciebie być – bez ciebie
Z tobą również jestem samotny – bez ciebie
Bez ciebie liczę godziny – bez ciebie
Z tobą stoją sekundy – nie warte nic, bez ciebie
Bez ciebie! Bez ciebie!
Rammstein – Ohne dich

Share

RZĄD A SPOŁECZEŃSTWO

EspressoRząd jak piórko w górę leci,
a naród jak ten kloc z ołowiem —
i stąd powstaje, moje dzieci,
pewna dyspepsja, że tak powiem.

Bardzo bolesny jest ten przedział,
myślałem właśnie wczoraj w windzie…
mój Boże, gdybym wcześniej wiedział,
tobym urodził się gdzie indziej.

1939
Konstanty Ildefons Gałczyński

Share