Teraz będziemy spać…

Teraz będziemy spać, leżeć bez ruchu
lub ubierzemy się na powrót

Wieczór, i słońce grzeje ptaka
w jej złożonych dłoniach.
Nad ciszą pokoju inne głosy i dźwięki.
Kochana, świat jest odległą planetą

… i pochylając się nade mną, jesteś naga;
przez uchylony świetlik wiatr ściąga twoje piersi,
twe jasne sypkie włosy są rozpuszczone.
Ptak w twoich złożonych dłoniach podnosi się.

Niech nasz dotyk będzie otwarty;
nie należymy do bladolicych dzieci
których ciała nie zdążyły się jeszcze narodzić
ani do dziewic tkwiących nieruchomo wewnątrz swego smutku,
lecz budząc się w nie swoich łóżkach jesteśmy spierdoleni i bez skazy.

Po pokoju porozrzucane jest wciąż ubranie
które podczas spotkania mieliśmy na sobie.
Wieczór, i słońce przemierzyło cały pokój.
Teraz będziemy spać, leżeć bez ruchu lub ubierzemy się na powrót.

1969
Brian Patten
tłum. Piotr Sommer

loading...
Share

Stoję zawstydzony…

Między wierszami

Spuszczam wzrok onieśmielony
stoisz przede mną naga
ufna szczera piękna
głos twój drży gdy mówisz
do mnie obejmij mnie mocno
trzymaj w ramionach całuj
ciało spragnione
niech skona powoli w spazmach
łez ze szczęścia zasuszonych
smutków i zbudzonych pragnień
przecież tego właśnie oczekujesz
przecież czekasz na mnie.

Stoję zawstydzony twą bliskością
oczekiwaniem na słowa które
parzą skórę na dotyk oddanie
pocałunek
na wspólny spacer długi
w zapomnienie.

Ryszard Mierzejewski

Share

Wszystkie samogłoski…

Eurydyka II

Wszystkie samogłoski
mojej egzystencji
są szkieletem
twojego imienia.
Odczuwam potrzebę
milczenia –
miejsca
na myślenie
o tobie.
Kto przesiewa
moje marzenia przez
sito dnia?

Dieter Treeck

tłum. Stefan Papp

Share

Róże i jesienny wiatr…

Róże i jesienny wiatr

Jesienią róże kwitną kolorami
Oczarowując wokół świat.
Mechate płatki mają, jak aksamit
I targa nimi psotnik wiatr.

Ten figlarz jeszcze ciepłem bałamuci
Choć żaru lata już mu brak.
Drobnym deszczykiem pokropi, posmuci,
Lecz wdzięki ich – oglądać rad.

Tej herbacianej – podwiewa sukienkę.
Podziwia piękne kształty nóg.
Żółtej bluzeczkę porozpinał z wdziękiem
I w zachwyt wpadł. „Ach piersi – cud”.

Pąsowa róża stoi cała w pąsach,
Tak oczarował ją ten trzpiot.
A fioletowa – nic, tylko się dąsa:
„Ten wiatr to pewnie niezły łotr”.

Dwukolorowe on ciepłem omamił,
Dla innych bardzo miły jest.
Zwiewny żartowniś flirtuje z różami
Obdarza ciepłem – ma ten gest.

Czasem i jemu też ciepła potrzeba,
Wtedy wykrada z leśnych kniej.
A smutnej róży zniósł szczęście z nieba.
Jesienny wietrze – wśród róż wiej.

Skorzystaj z pięknych kolorów jesieni,
Nim srogie mrozy skują świat.
Dla róż zostaniesz uroczym wspomnieniem:
„Jak miło wiał jesienny wiatr…”

Jacek Suchowicz

Share

Pachniesz miłością…

Pachniesz miłością

Co noc wchodzę miękko i
pogrążam się cały
jak w śnie pierworodnym
w subtelnym zapachu twojego
ciała
czuję go wyraźnie i mocno
w każdym
niuansie odcieniu szczególe
z jakiego się składa

Ciekawości
nieśmiałej lecz wytrwałej i
konsekwentnej
zaskoczeniu
miłemu splecionemu
z niedowierzaniem
spotkaniach i rozmowach
fascynujących oczekiwanych
wciąż z niecierpliwością
zauroczeniu
totalnemu od stóp do głowy
w dłoniach ustach włosach
skórze i głęboko
w sercu i krwiobiegu
czerwonym jak
twoja nowa sukienka
tęsknocie
coraz częstszej i głębszej
miłości
realnej w swej nierealności
nieprawdopodobieństwie
cudownej i trudnej
do opisania

Tak właśnie pachniesz
miłością
trudną do opisania ale
tak prawdziwą

Ryszard Mierzejewski

Share

Nic więcej…

Nic więcej

chciałbym teraz trzymać
twoje dłonie
przyłożyć je do ust i
policzka
zamknąć oczy i śnić
z tobą na jawie
zapomnieć o świecie
o wszystkim
dookoła
czuć tylko ciepło
bijące
od ciebie słyszeć
tylko głos
twego serca

Ryszard Mierzejewski

Share

I jeden atom…

I JEDEN ATOM POWIETRZA ZNÓW DWOJE…

…I jeden atom powietrza znów dwoje
naszych spokojnych ust sobą obdzielił,
i jeden spływa na dwie nasze głowy,
obok leżące, promień księżycowy,
i dziś my razem, znów razem oboje,
o czym śnić wczoraj bym się nie ośmielił…
Przed własnym szczęściem tak zdumiony stoję,
jak by mi nagle przed stopą wystrzelił
słup ognia – i szedł w niebieskie sklepienia,
i stał się niebu filarem z płomienia…

Share

Tęsknię do ciebie…

Zakochana

Tak jest. Tęsknię do ciebie. Jak potok zbudzony,
sama się sobie wyślizguję z rąk,
bez nadziei, bym zmogła to, co od twej strony
idzie mnie zamknąć, jako niecofniony,
mocny, niezłomny i wyroczny krąg.

…lata one: o, jakże bez drgnienia!
Nic, co by zwało – lub targnęło ster, –
cisza ma była, jak cisza kamienia,
po którym źródło toczy senny szmer.

Ale dzisiaj – z tej wiosny nawałą
coś mnie z wolna lekko odłamało
od bezwiednych moich ciemnych lat.
I coś ciepłe odkrzepłe me ciało
komuś w ręce litościwie dało,
kto nic nie wie, czym był ten mój świat.

Rainer Maria Rilke
tłum. Józef Jankowski

Share

A ona cicha…

A ona cicha jak zmierzchanie.
Snuje się wiotko przez pokoje.
Wargi różowe ma, wilgotne.
Jej twarz pochłania całe światło.

Hiszpańskie włosy, oczy szklane.
A ciało to bułeczka ciepła.
Czasami uśmiech mi przesyła
a wtedy staje w biegu serce.

Jest niepozorna, jakby wcale.
Wypełnia pustkę jednocześnie.
Przyzywać ją można jak wspomnienie,
dobre wspomnienie, dobrych dni.

Potem zapomnieć, potem schować,
by móc wydobyć w każdej chwili.
Jak dobry wiersz, który jest w książce,
która jest w mojej biblioteczce.

A nocą się zasłania snem,
jest niewidoczna, aż do dnia.
Ale dzień wstaje, ona wraz z nim.
I jest w nim aż do nocy znów.

W mych snach jej nie ma.
Czemu, nie wiem.
Może dlatego nie chce być,
by nie przeszkadzać. Cicha tak…

Jan Rybowicz

 

Share

Zalotna…

Ciemnożółtą jadalnię przepaja woń świeża:
Pachnie pokost i jabłka dojrzałe i miodne,
A ja sam nawet nie wiem, co zmiatam z talerza
W okazałym fotelu tonąc najwygodniej.

Jedząc słucham, jak zegar wydzwania godziny…
Nagle przez drzwi otwarte z kuchni, naprzeciwko,
Wchodzi służąca — nie wiem dla jakiej przyczyny
W bluzce na wpół rozpiętej, z rozburzoną grzywką…

Dziewczyna wodząc drżącym, maleńkim paluszkiem
Po twarzy jak brzoskwinia z aksamitnym puszkiem
I wargi strojąc drobne w uśmieszek niewinny

Coraz nowe troskliwie odmienia mi dania…
Potem — widać dziewczynie chce się całowania —
Podsuwa mi policzek: „Dotknij, jaki zimny.”

Arthur Rimbaud
tłum. Włodzimierz Lewik

Share