Na skraju nocy…

Moon* * *

Kocham cię taką — bez rumieńców,
Potarganą — na skraju nocy,
Gdy pobladła świecisz, jak w wieńcu,
W czarnym blasku rozsypanych warkoczy.

Ledwie ręce odejmiesz i usta,
Już daleka, już jesteś w drodze,
A nie może przecie serce w pustkę
Na północne spotkania brodzić.

Niby sen, gdy się zerwie z powieki,
Niby sen się zapadasz i giniesz
W migotaniach obcodalekich,
W każdej stronie, w każdej krainie.

Oddychałem tobą w mroku ryżym,
Od miłosnej gorętszym przemocy,
Na upalnych bulwarach Paryża
I w błękicie leningradzkich nocy,

Na stromiznach kaukaskich wzniesień
I w moskiewskiej zimy spokoju.
Zawsze słodycz smutku mi niesiesz,
Smutku, który tak znamy oboje!

Gdzież cię będę mógł znowu zobaczyć?
Z której nocy, z jakiej głębiny,
Z jakiej klęski, z której rozpaczy
Błyśnie do mnie twój uśmiech jedyny?

W jałowiźnie codziennych uproszczeń,
Wśród kłopotów, krzątań, zachodów,
Ja nie skarżę się, nie zazdroszczę —
Jesteś chlebem mojego głodu.

Mikołaj Tichonow
przełożył Aleksander Maliszewsk

loading...
Share

Dla ciebie

Dla ciebie – może śpisz teraz, w chmurze
wełnianych snów – piszę nie tylko ten.
Dla ciebie, zwycięskiej, uśmiechniętej, pięknej,
ale także dla ciebie smutnej, pokonanej

(chociaż nigdy nie zdołam zrozumieć,
kto mógłby pokonać ciebie!),
dla ciebie nieufnej, niespokojnej,
dla ciebie piszę wiersz za wierszem,

jakbym chciał któregoś dnia – jak żółw
– dotrzeć, przy pomocy niedoskonałych słów
i obrazów, tam, gdzie ty jesteś już od dawna,
tam, gdzie ciebie zaniosła błyskawica życia.
Adam Zagajewski

Share

Sezon huraganów

Właśnie gdy świat się kończył,
Zakochaliśmy się w sobie nawzajem
Bez najmniejszego umiaru. Ja miałem

Parę niebieskich spodni w prążki,
Nienagannie zaprasowanych
Dla zabezpieczenia przed złym losem;

Ty miałaś parę srebrnych
Pantofelków na wysokich obcasach
I niedyskretnie przezroczystą bluzkę.

Nasz pocałunek wyglądał szałowo,
Odbity w szybie witryny lombardu:
Wokół nas mandoliny i skrzypce,

Nawet błyszcząca tuba. Wydawało mi się,
Że jesteśmy jak para fosforyzujących wskazówek
Na cyferblacie Rzeczy Niewymiernych,

Genialnie uzdolnieni w sztuce
Rozbierania się nawzajem, stopniowo,
W powolnym, wzmagającym napięcie rytmie…

Doszło do tego w szarym od zmierzchu hotelu,
Pamiętającym lepsze dni i położonym
Naprzeciw jakiejś szacownej państwowej instytucji,

Której fasada rozmazywała się w deszczu
Wraz ze swą parą pseudoegipskich
Kamiennych lwów.

Charles Simic
przełożył Stanisław Barańczak

 

Share

Gdy szedłem…

JpegGdy szedłem
w lasku
rosły kwiaty
żółte kwiaty
żółte światło

Ale ciemne
ciemne ciemne
pełne woni
gdy szedłem
po piachu i mchu

Dotykała mnie
dłoń
wiele palców
usta usta
pełne woni

Suknie
szybkie nogi
białe stopy
biała skóra
gdy szedłem

Ty
kim ty jesteś
ciemno ciemno
światło i światło
na słodkim mchu

Żywica
żywica jest żółta
żywica jest kleista
cieknie
po moich oczach

Kwiaty
na poły otwarte
na poły
zatopione
pod trawą
i żywicą

Czym jesteś tam
Jabłonią
Chmurą
marą
w lasku

Gałęzie
Mara
Przestrzeń między nimi
w lasku
na poły otwarta

Kolec błyska
miód błyska
księżyc błyska
poziomka
i koniczyna

Nieżywy
nieżywy i żywy
żywy
żywy i nieżywy

Z daleka przyszedł
Nie, z bliska
Z bliska przyszedł
Nie, z daleka

Promień słońca
liście drżą
na mojej piersi
drżą cienie

Twarz
Zwrócona
Dojrzała
W płaszczyku ja

Gdy szedłem
w lasku
przedstawiało
wszystko się
w duchu

Peter Waterhouse
tłum. Sława Lisiecka

Share

Spacer…

 

Share

Książka to broń…

„Wszyscy muszą być podobni jeden do drugiego. Każdy człowiek wizerunkiem innego człowieka. Wtedy wszyscy są szczęśliwi, bo nie ma gór, by się przed nimi zginać ze strachu i porównywać się z nimi. Książka to naładowana broń w sąsiednim domu. Spal ją, rozładuj broń. Rozbij mózg człowieka. Skąd wiadomo, kto mógłby się stać celem oczytanego człowieka?”
451 stopni Fahrenheita, oryg. Fahrenheit 451  Ray Bradbury

Share

W sercu poety…

Jpeg2Miłość śpi w sercu poety

Ty nie pojmujesz żaru, jakim płonę,
bo śpisz w mym sercu i cicho trwasz we śnie.
Chronię cię, płacząc, choć mnie jednocześnie
ściga głos z zimnej stali wyostrzonej.

To, co w ruch wprawia gwiazd i ciał harmonię,
pierś mą bezbronną przeszywa boleśnie,
a niecne słowa wgryzły się niewcześnie
w surowej duszy twej skrzydła wzniesione.

Poprzez ogrody grupa ludzi goni
na koniach z blasku o zielonych grzywach:
twojego ciała chcą i mej agonii.

Lecz ty, miłości, spokojnie spoczywaj.
Usłysz: krew moja w tonach skrzypiec dzwoni!
Bacz: ciągle czyha zawiść napastliwa
Federico García Lorca

Share

Na wysokości…

Jpeg

Na wysokości ust czujesz:
roślina mroku

(Nie musisz jej, światło, szukać, będziesz
śnieżną przędzą, już
trzymasz zdobycz.

To i to znaczy:
tknięte i nie tknięte.
To i to mówi z poczuciem winy o miłości,
to i to chce żyć i umrzeć).

Znaki po ospie, pąki, mruganie.
Ocznienie, obce dniom.
Łuska, prawdziwa i otwarta.

Warga zna. Warga wie.
Warga zmilczy to do końca.
Paul Celan

Share

Katedra…

KatedraKatedra

W miasteczkach tych niewielkich, gdzie dokoła
jak kramy przykucają stare domy,
a ten kto nagle ujrzał ją, strwożony,
zamyka budy, niemo się przygląda,

okrzyki w rynku milkną, bębny cichną,
ku górze skłania swoje ucho chętne –
a ona stoi, opończą fałdzistą
swych starych przypór okryta niezmiennie,
i o tych domach w dole nie wie nic:

w miasteczkach tych niewielkich ujrzeć możesz,
jak ponad domy w otoczeniu tym
katedry rosły. Ich powstanie bowiem
nad wszystkim górowało, jak widzenie
własnego życia bliskość nazbyt wielka
przewyższa zawsze, jakby się nie działo
innego nic; jak gdyby przeznaczeniem
to było, co się w nich wypiętrza śmiało
i kamienieje, i na trwałe wiąże,
nie to zaś, co w uliczkach ciemnych w dole
przypadkiem imię jakiekolwiek bierze
i stroi się jak dzieci w czerwień, w zieleń
i jak tam kramarz się w fartuchu nosi.
A w tych posadach były narodziny,
i wielka siła, by się w górę wznieść,
i miłość wszędzie jak chleb i jak wino,
i u portali głos miłosnej skargi.
W biciu zegarów życie nie spieszyło,
a w biegu wież, co pełne rezygnacji
nie chciały nagle rosnąć, była śmierć.

Rainer Maria Rilke
z tomu „Neue Gedichte”, 1907

tłum. Andrzej Lam

Share

Nieskończoność…

Nieskończoność
Nieskończoność

Amore profano

Kotara da nam światło zielone jak woda.
Smuga słońca nam powie, że jest nieskończoność,
Spokojnego odblasku twardawa łagoda
Spłynie na twoje ciało jak jasna zieloność.

Na sinym aksamicie będziesz jak morela,
Wyłuskana z szat wszelkich, spokojnie okrągła.
Przyłożę do twych piersi gestem menestrela Rękę,
a pierś twa zadrży jak struna pociągła.

Gdy palcem znajdę ust twych jedwabną oponę,
Gołębie złotych blasków przelecą sufitem
I roztopią się w oknie — pachnącym błękitem.

Zielenią zadumaną i żółcią karmione.
Wreszcie na bladych okien wodniste zasłony
Upadnie siny wieczór w czarną noc zmieniony.

Jarosław Iwaszkiewicz

Share