Archiwa kategorii: Info

Maszty flagowe marzeń…

Fakty składające się na naszą egzystencję są proste i trywialne. Dopiero wyobraźnia przydaje im życia. Tylko ona robi z tyczek do rozwieszania bielizny maszty flagowe marzeń.
Erich Maria Remarque „Łuk triumfalny”

loading...
Share

Coś z Cohen’a…

„The Window” 

 Why do you stand by the window

Abandoned to beauty and pride

The thorn of the night in your bosom

The spear of the age in your side

Lost in the rages of fragrance

Lost in the rags of remorse

Lost in the waves of a sickness

That loosens the high silver nerves
Oh chosen love, Oh frozen love

Oh tangle of matter and ghost

Oh darling of angels, demons and saints

And the whole broken-hearted host

Gentle this soul
And come forth from the cloud of unknowing

And kiss the cheek of the moon

The New Jerusalem glowing

Why tarry all night in the ruin

And leave no word of discomfort

And leave no observer to mourn

But climb on your tears and be silent

Like a rose on its ladder of thorns
Oh chosen love, Oh frozen love…
Then lay your rose on the fire

The fire give up to the sun

The sun give over to splendour

In the arms of the high holy one

For the holy one dreams of a letter

Dreams of a letter’s death

Oh bless thee continuous stutter

Of the word being made into flesh
Oh chosen love, Oh frozen love…
Gentle this soul

Leonard Cohen


„Okno”
Dlaczego stoisz przy oknie 

Wciąż piękną i dumną chcąc być 

Twe piersi kaleczy cierń nocy 

Włócznia wieku w twym boku już tkwi 
Giniesz w łachmanach sumienia 

Szukając zapachów i barw 

Nerwy napięte i srebrne 

Zwiotczały, stoczyła ja rdza 
Miłości wybrana, miłości zmrożona 

Plątanino materii i ducha 

Wybranko aniołów, demonów i świętych 

Zastępów złamanych serc 

Uspokój tę duszę 
Ucałuj policzek księżyca 

I z chmury niewiedzy swej wyjdź 

Nowe Jeruzalem spłonęło 

Po cóż czekać w ruinach na świt 
Na trudy się nie skarż ni słowem 

I niech nie współczuje Ci nikt 

Jak róża po drabinie cierniowej 

Pnij się w górę w milczeniu przez łzy 
Rzuć potem tę różę do ognia 

I słońcu w ofierze ją złóż 

A słońce niech weźmie w ramiona 

Najświętszy jedyny Bóg 
Bóg marzy o śmierci litery 

Bo żaden nie znaczy nic znak 

Lecz sprzyja ciągłemu jąkaniu 

Słów chcących ciałem się stać 
Miłości wybrana, miłości zmrożona 

Plątanino materii i ducha 

Wybranko aniołów, demonów i świętych 

Zastępów złamanych serc 

Uspokój tę duszę, uspokój ją.
Leonard Cohen

tłumaczenie: Maciej Zembaty

Share

Tyle dźwigamy naszych ojczyzn, na jednym grzbiecie jednej ziemi…

​…

To będzie noc w głębokim śniegu

Który ma moc głuszenia kroków

W głębokim cieniu co przemienia

Ciało na dwie kałuże mroku

Leżymy powstrzymując oddech

I nawet szept najlżejszy myśl
Jeśli nas nie wyśledzą wilki

I człowiek w szubie co kołysze

Na piersi szybkostrzelną śmierć

Poderwać trzeba się i biec

W oklasku suchych krótkich salw

Na tamten upragniony brzeg
Wszędzie ta sama ziemia jest, naucza mądrość

Wszędzie człowiek białymi łzami płacze, Matki kołyszą dzieci

Księżyc wschodzi i biały dom buduje nam
To będzie noc po trudnej jawie

Ta konspiracja wyobraźni

Ma chleba smak i lekkość wódki

Lecz wybór by pozostać tu

Potwierdza każdy sen o palmach
Przerwie sen nagłe wejście trzech

Wysokich z gumy i żelaza

Sprawdzą nazwisko sprawdzą strach

I zejść rozkażą w dół po schodach

Nic z sobą zabrać nie pozwolą

Prócz współczującej twarzy stróża
Wszędzie ta sama ziemia jest, naucza mądrość

Wszędzie człowiek białymi łzami płacze, Matki kołyszą dzieci

Księżyc wschodzi i biały dom buduje nam
Helleńska, rzymska, średniowieczna

Indyjska, elżbietańska, włoska

Francuska nade wszystko chyba

Trochę weimarska i wersalska

Tyle dźwigamy naszych ojczyzn

Na jednym grzbiecie jednej ziemi
Lecz ta jedyna, której strzeże

Liczba najbardziej pojedyncza

Jest tutaj gdzie cię wdepczą w grunt

Lub szpadlem, który hardo dzwoni

W tęsknocie zrobią spory dół…
Zbigniew Herbert Odpowiedź

Share

​Trzy prawa Clarke’a

1. Dostatecznie zaawansowana technologia nie różni się od magii.

2. Jedyny sposób, by odkryć granice możliwości, to przekroczyć je i sięgnąć po niemożliwe.

3. Jeśli starszawy, uznany naukowiec mówi, że coś jest możliwe, niemal z pewnością ma rację, lecz jeśli mówi, że to jest niemożliwe, najprawdopodobniej się myli.

Share

[Nadzieja] Jeżeli nam się uda…

Jeżeli nam się uda to coś my zamierzyli 

i wszystkie słońca które wyhodowaliśmy w 

doniczkach 

naszych kameralnych rozmów 

i zaściankowych umysłów 

rozświetlą szeroki widnokrąg 

i nie będziemy musieli mówić że jesteśmy 

geniuszami 

bo inni powiedzą to za nas

i aureole 

tęczowe aureole 

…ech szkoda gadać 

Panowie jeżeli to się uda 

To zalejemy się jak jasna cholera
Andrzej Bursa

Share

Błąd ‚xml-google-maps’…

Po aktualizacji php do 5.6 mój wordpress zaczął uprzejmie informować na stronach o poniższym błędzie:

Warning: mysql_get_server_info(): A link to the server could not be established in /homepages/…../htdocs/wp-content/plugins/xml-google-maps/xmlgooglemaps_dbfunctions.php on line 10

Chwilowym rozwiązaniem problemu jest wyłączenie lub usunięcie wtyczki „XML Google Maps”

Share

Jak chwile, których szkoda…

IMG_20151009_111856

Chwila

W złoty,upalny,cichy południa czas
W kwitnącym sadzie poiła studnia nas.
Piliśmy zimną wodę
Z czerpaka na ochłodę.

Potem patrzylim w mszystą krynicy głąb,
Skąd wiał nam w twarze chłodnej ciemnicy ziąb:
Na dnie dwie nasze głowy
Tłem miały sad wiśniowy.

Wtem,jeszcze głębiej,zza kwietnych krzaka drżeń,
W przelocie mignął pierzchliwy ptaka cień.
Podnieśliśmy wzwyż oczy
Ku modrej nieb przeżroczy.

Ptak znikł,jak zniknie młodość i wiosny czar…
Spjrzelim sobie w oczu miłosny żar…
Dzwoniła w studni woda…
Jak chwile,których szkoda…

Leopold Staff

Share

Problem ludzkości tkwi w błędnym używaniu umysłu…

„Jestem tym, czym jestem. Świat jest dla ciebie tym, czym uważasz, że sam jesteś. Zacznij od zobaczenia, że świat jest w tobie, a nie ty w świecie. Cały świat nie jest niczym innym jak odbiciem ciebie samego i przestań szukać błędu w odbiciu. Nie możesz zmienić świata, zanim nie zmienisz siebie.… Wszystkie problemy pochodzą z umysłu. Przypomnij sobie, że nie jesteś umysłem, a jego problemy nie są twoimi. Problem ludzkości tkwi w błędnym używaniu umysłu.” Nisargadatta Maharaj

Share

Odwieczni

Łowca

Zabrzmiał cichy alarm, na ekranie leżącego na stoliku laptopa pojawił się obraz terenowego samochodu. Kolory szarości zdradzały, czułą kamerę do nocnego monitoringu. Dom wybrali po dokładnej analizie, jedna droga, las, jezioro.

Otoczyli go siecią kamer i czujników, nowoczesność w domu i w zagrodzie… Dwudziesty pierwszy wiek! Odłożył trzymany kieliszek porto na ławę. Podszedł do stojącej pod ścianą skrzyni, tfu plastikowa, nowoczesność… Podniósł wieko. Myśliwski łuk bloczkowy, pięć czarnych strzał w kołczanie na łuku, kolejnych piętnaście w tym, który narzucił na plecy.

– Etien – wymówił w myślach jej imię.

– Jestem Mon Amour Mon Ami… – myślowa pieszczota, pełna wesołości i ciepła.

– Mamy gości – powiedział głos zimny jak lód.

– Dwa samochody, ośmiu ludzi, pewni siebie, podnieceni, obiecano im łatwą robotę za dobre pieniądze, dobrze uzbrojeni, a mają snajpera…

– Tak. Dobrze gdy twoją kochanką jest telepatka – jasnowidz – rzucił, patrząc w dwie czarne studnie, jej oczu.

Wyszli na nieoświetlony tył domu, od strony jeziora, prosto w mrok nocy. Czarne zjawy, ona w lewo, on w prawo…

Napastnicy pozostawili samochody za ostatnim zakrętem, podchodzili pieszo, luźną grupą. Snajpera rozpoznał po przewieszonym przez plecy karabinie, reszta miała pistolety maszynowe MP5 z tłumikami, broń krótką i noże. Zbieranina, dobrze uzbrojona zbieranina.

Snajper zajął pozycję przy morenowym głazie, który ozdabiał podjazd do domu, jego koledzy w końcu się rozproszyli podchodząc pod dom. Czekał… W chwili gdy w salonie eksplodował wrzucony do salonu granat, snajper umarł. Sztylet wbity w mózg przez ucho to niezawodna metoda na ciche zabójstwo, ten jego, wykuty w czasach świetności maurów w Grenadzie, pozbawił życia już wielu wartowników i zbyt pewnych siebie bandytów.

Zalała go fala furii, nie, nie jego. To Etien. Znał to uczucie, czasami się zapominała i w czasie walki bezwiednie zrzucała blokady umysłu. Jeśli w okolicy był jakiś telepata to musiał strasznie cierpieć. Krzyczała, wściekła, bo oto ktoś zakłócił jej spokój, przerwał sen, marzenie o bezpiecznym domu. Krzyczała całą siłą swego umysłu i zabijała. Dwa ciała, po dwie strzały prosto w serce. Różowe lotki?! Kobieta pozostanie kobietą. Nawet jeśli zwykle nie odczuwa strachu i z dwustu kroków, w szarości nocy trafia z łuku prosto w oko.

Jej strach odczuł tylko raz, od czasu gdy polowali razem. Czwartego lipca 1794 r. w Paryżu, gdy stanęła na stopniach gilotyny, pokonana i upokorzona przez odwiecznego wroga. Moc jaką wtedy wyzwolił i wszyscy ci ludzie, których zabił, aby ją uwolnić. To prawie wypaliło mu duszę, biedny Maximilien de Robespierre chciał dobrze, a wyszło im jak zwykle…

Inny czas. Inne miejsce. Dziś Łowca, był w swoim żywiole, napędzany jej furią, słał celnie mierzone strzały, niosące śmierć. W kilkanaście uderzeń serca, było po wszystkim, osiem ciał. Instynkt podpowiadał mu, że poszło zbyt łatwo. Podszedł do najbliższego trupa, rozciął ubranie, blade ciało, ani śladu tatuaży, amuletów…

– Poszło zbyt łatwo Mon Amour, Mon Ami, żadnej magii, nic pustka, to zwykli bandyci… – Etien wypowiedziała na głos jego własne myśli.

– Tak. Bardzo pechowi, zwykli bandyci. Ciekawe kto wynajmował ten dom przed nami? Nie mają przy sobie żadnych dokumentów, pójdę zobaczyć ich samochody, spakujesz nas? Musimy znikać.

Kilkaset metrów do miejsca, gdzie stały samochody pokonał szybkim krokiem. Nie potrzebował latarki widział w nocy lepiej niż kot. Przeszukał samochody szybko, ale starannie. Paszporty znalazł w schowkach, cztery rosyjskie i cztery białoruskie. Pod siedzeniem pierwszej Toyoty znalazł neseser. W środku zdjęcia jakiegoś draba, na odwrocie jednego ktoś odręcznie napisał „Kabanos”, adres domu, który wynajmowali i dla pewności współrzędne GPS. 80000 euro w używanych banknotach, przyda się . Neseser mógł mieć lokalizator, wrzucił więc gotówkę do reklamówki z napisem „Biedronka”, którą znalazł na tylnym siedzeniu. Czas wracać za kilka minut będzie tu niebiesko. Kretyni mieli broń z tłumikami, a i tak walnęli granatem, cóż wschodnia fantazja.

Etien wyprowadziła ich Toyotę Hilux z garażu, trzy plastikowe skrzynie, cały ich bagaż, głównie broń biała, artefakty do magi i trochę ciuchów. Władowali skrzynie na pakę terenówki i ruszyli polną drogą w kierunku DK 58 na Szczytno i dalej na Ciechanów. Kiedy minęli przekreśloną tablicę „Stare Kiejkuty” Etien zapytała:

– Gdzie jedziemy?

– Do Pragi, a dalej do Rzymu, musimy porozmawiać z Kardynałem, śpij poprowadzę kilka godzin, muszę pomyśleć – odpowiedział i dodał gazu.

Komisarz

Komisarz Majer, był zły miał dziś mieć wolny wieczór. Pierwszy od wielu tygodni, dzieci u teściów, sami z żoną, szansa na odnowienie pożycia małżeńskiego, które kulało od czasu awansu. Nic z tego, odebrał ten przeklęty telefon. Oficer AW przedstawił się stopniem, imieniem i nazwiskiem, a teraz on szedł korytarzem Agencji. Numer pokoju, imię i nazwisko zgadza się, zapukał, padło stanowcze proszę. Wszedł. Sekretarki już nie było, pułkownik był sam.

– Dzień dobry, a raczej dobry wieczór

– Dobry wieczór – gospodarz wstał leniwie i wyciągnął rękę na powitanie

– Proszę, niech pan spocznie komisarzu – pułkownik, zastępca dyrektora Wydziału Kontrwywiadu wskazał na fotel gościowi.

– Poprosiłem pana o spotkanie, bo sprawa jest pilna i trochę śmierdząca. Co może mi pan powiedzieć na temat tych zdjęć? – zapytał pułkownik, podając mu teczkę z kilkunastoma zdjęciami formatu A4.

Komisarz uważnie przeglądał zdjęcia, osiem ciał, widok ogólny i zbliżenie twarzy, zdjęcia stylizowanego na szlachecki dworek domu z jeziorem w tle. Zaraz, znał ten dom…

– Tak. Komisarzu zna pan ten dom. To zdaje się jeden z waszych bezpiecznych lokali z programu świadka koronnego. Prawda?

Komisarz skinął głową potwierdzając. Znał ten dom. Tydzień temu w asyście kilku chłopaków z Wydziału Realizacji CBŚ, wywiózł z tego domu, na lotnisko w Gdańsku Kabanosa, skruszonego gangstera, który wydał im swoich kolegów z grupy przestępczej. Kabanos grzał teraz tyłek gdzieś w Hiszpanii…

– To jest, był nasz bezpieczny lokal, ale…

– Macie w wydziale kreta. Zidentyfikowaliśmy tych ośmiu nieboszczyków, czterech Rosjan i czterech Białorusinów, powiązania ze Specnazem, białoruskim OMONem i FSB, a ostatnio z ormiańską mafią. Osiem trupów o takim rodowodzie, mniej niż 15 km od Ośrodka Szkolenia Agencji Wywiadu w Starych Kiejkutach. Zabici w sposób dość niecodzienny, nie uważa pan? Rodzi się drugie pytanie kto zabił tych skautów? A teraz słucham co ma pan do powiedzenia…

Majer zmarszczył czoło zastanawiając się co może powiedzieć, po krótkim namyśle zdecydował się powiedzieć wszystko.

– Kilka miesięcy temu przypadkowo wpadliśmy na trop nowej grupy. Działali trochę staromodnie. Przemyt papierosów, lewy alkohol, podrabiane leki, wymuszenia i tak dalej. Na dużą skalę i okrutnie, bez sentymentów wykańczając konkurencję. Czynności operacyjne, podsłuchy i udało się namierzyć jeden z kanałów przemytniczych. Szybka akcja, wspólnie ze strażą graniczną i celnikami. Zatrzymaliśmy kilka płotek, w tym tego Kabanosa…

Spowiedź trwała kilkanaście minut, w końcu pułkownik wyraźnie zadowolony podziękował za relację, a Majer z lżejszym sumieniem pożegnał się i wyszedł. Z myślą, że może jeszcze zdąży na czas do domu…, a kret? Kretem zajmie się jutro!

Pułkownik

Pawłowski kołysał się niedbale na na biurowym fotelu, w błogiej ciszy swojego gabinetu i myślał nad całą tą aferą. Majer w zasadzie tylko potwierdził to do czego doszedł sam. Celem zabójców był nielojalny gangster. Przypadek sprawił, że zamiast bandyty, dom wynajmowała ta dziwna para… Sprawdzał ich przez kontakty agencji i żadnych, absolutnie żadnych śladów, nic. Co było rzeczą absolutnie nie możliwą. Nie w 21 wieku, dobie całkowitej inwigilacji od narodzin do śmierci. Tacy ludzie nie istnieli, nie było samochodu o takich numerach, na banknotach, którymi płacili nie znaleziono żadnych odcisków palców, w domu nie było najmniejszego śladu DNA, włosa nic, gdyby nie jedno jedyne zdjęcie z fotoradaru i zeznania świadków pomyślał by, że to piekielnie dobra mistyfikacja.

Zresztą to w zasadzie nieistotne, cała sprawa idzie do pieca, co się da do umorzenia wobec niewykrycia sprawców, inne dokumenty i dowody znikną. Z dwóch powodów – pomyślał – pierwszy to Stare Kiejkuty i Szkoła, a drugi? Popatrzył na zdjęcie siedmioramiennej gwiazdy wpisanej w okrąg, wyrysowanej niebieską kredą i całej pokrytej dziwnymi znakami. Drugim powodem była obietnica, jaką złożył w pewien deszczowy wieczór, w konfesjonale pewnego kościoła. Obietnica, że jeśli kiedyś, w jakiejś tajemniczej sprawie zobaczy takie symbole, dostał wtedy kilka rysunków i rycin. To przyjdzie i opowie o tym swemu spowiednikowi… Gdyby pięć lat temu, ktoś powiedział mu, że będzie miał własnego spowiednika, będzie odczuwał radość z co niedzielnej mszy…

Szpitalny korytarz młody speszony lekarz, jego żona na skraju załamania nerwowego. Tam za drzwiami umierała ich córka…

– Zrobiliśmy wszystko co w naszej mocy, ale państwa córka bardzo źle reaguje na chemię, po ostatniej dawce, doznała wstrząsu. Muszę być z państwem szczery to bardzo złośliwa postać białaczki, późno zdiagnozowana, w bardzo zaawansowanym stadium. Jej organizm nie ma już sił walczyć…

– Jak długo?

– Przykro mi, ale w jej stanie to kwestia dni…

– Inne leki? Radioterapia?

– Jest zbyt słaba…

– Nie ma…

– Jest mi naprawdę niezmiernie przykro, ale etyka nie pozwala mi kłamać…

– Dziękuję – gdyby mógł zastrzelił by tego konowała…

– Jedź do domu Krzysztofie, zostanę z nią… – jego żona. Żona i córka jedyne osoby, którym nie potrafił odmawiać.

Wyszedł ze szpitala, idąc do samochodu kupił w mijanym kiosku paczkę papierosów i zapałki. Nie palił od dnia, kiedy Teresa powiedziała mu, że jest w ciąży, prawie siedemnaście lat. Otworzył paczkę, wyciągnął papierosa zmiął. Wyrzucił. Wsiadł do samochodu i ruszył przed siebie, w miasto.

Jeździł kilka godzin bez celu, po pustych ulicach Warszawy. Dom, praca jakie to ma teraz znaczenie. Oddał by swoje życie za jej…

Ocknął się nagle, zjechał na pusty jeszcze parking. Wysiadł. Był na Starym Mieście. Jak? Kiedy? Wyciągnął kolejnego papierosa z paczki i znów zmiął, nie mógł zapalić… Rozejrzał się. Świętojańska, Kościół Matki Bożej Łaskawej. Otwarte pomimo wczesnej pory drzwi, nagle On syn pułkownika Urzędu Bezpieczeńswa, komunisty, który całe swoje życie wałczył z kościołem, a synowi wpoił rewolucyjny ateizm. Wszedł do środka, podwójnie zagubiony, usiadł w ostatniej ławce i patrząc na ołtarz zapłakał.

– „Błogosławieni wy, którzy teraz płaczecie, albowiem śmiać się będziecie…” W czym nasza Dobra Pani może wspomóc swego syna? – starszy pan, w brązowym habicie, z wełnianymi rękawiczkami na dłoniach, dotknął delikatnie jego ramienia i nie pytając usiadł patrząc nie zwykłym spojrzeniem łączącym smutek i radość.

– Nie wiem ojcze. Ja w zasadzie jestem ateistą…

– „…I odchodząc stamtąd, ujrzał Jezus człowieka, siedzącego przy cle, imieniem Mateusz, i rzekł do niego: Pójdź za mną. A on wstał i poszedł za nim.

A gdy Jezus siedział w domu za stołem, wielu celników i grzeszników przyszło, i przysiedli się do Jezusa i uczniów jego.

Co widząc faryzeusze, mówili do uczniów jego: Dlaczego Nauczyciel wasz jada z celnikami i grzesznikami?

A gdy Jezus to usłyszał, rzekł: Nie potrzebują zdrowi lekarza, lecz ci, co się źle mają.

Idźcie i nauczcie się, co to znaczy: Miłosierdzia chcę, a nie ofiary. Nie przyszedłem bowiem wzywać sprawiedliwych, lecz grzeszników…” Więc słucham synu… – I otworzył się przed mnichem, mówiącym z dziwnym akcentem. Włoskim?

– Modlitwa jest kluczem do przebaczenia synu, ale nie módl się ze smutkiem, nie zanudzaj naszego Pana, On jest Bogiem radości. Módl się z uśmiechem. A ja porozmawiam z jego Matką i zobaczymy czym skończy się ten dzień…

Zakonnik wstał i odszedł w kierunku ołtarza, został sam i modlił się, prosił Boga jeśli istnieje… o nią, o jej życie…

Gdy wracał do szpitala czuł dziwne uczucie ulgi. Idąc szpitalnym korytarzem zobaczył twarz swojej żony, zmęczoną całonocnym czuwaniem, ale radosną i dziwnie zmieszaną…

– Krzysiu. Ja… Ja nie wiedziałam co robić. On przyszedł rano. Mówił, że jest kapelanem i ja go wpuściłam do niej. Rozmawiali, ona się śmiała pierwszy raz od tak dawna. On jej dotknął i … Siostry mówią, że kapelanem w szpitalu jest jakiś ksiądz Makowski, ale on będzie dopiero jutro…

Podbiegł do drzwi, otworzył. Siedziała na łóżku, uśmiechnięta. W swojej ulubionej piżamie, trochę dziecinnej z Kubusiem Puchatkiem i promieniała.

Nie mógł wydobyć z siebie słów podszedł i przytulił.

– Wiesz tato był tu rano taki starszy pan zakonnik w brązowym habicie, mama pozwoliła mu wejść. Rozmawialiśmy i on opowiadał mi różne historie i śmialiśmy się, na pożegnanie pogłaskał mnie po głowie i wiesz jest mi teraz jakoś tak dobrze, czuje się lepiej, weź mamę i jedźcie do domu trochę odpocząć…

Patrzył na nią zdumiony. Nagle na blacie szafki stojącej obok łóżka zobaczył obrazek, zdjęcie stylizowane na olejny portret. Starszy pan z siwą brodą, w brązowym habicie i wełnianych rękawiczkach…

– O ten pan zostawił mi na pamiątkę, to chyba jego zdjęcie…

Na odwrocie, odręcznie czarnym atramentem wykaligrafowano napis:

„Zbawić duszę grzesznika, to tak jak uratować usychające drzewo.

Nic bardziej nie może ciebie czynić naśladowcą Chrystusa jak troska o innych…”

Pogłaskał córkę po głowie i wyszedł na korytarz, w głowie szumiało mu jak po całonocnej libacji. Żona rozmawiała z tym samym młodym lekarzem co wczoraj.

– Proszę Pani. Ja już nic nie rozumiem. Godzinę temu dostałem ponowne wyniki, kazałem sprawdzić dwa razy. To niemożliwe, ale dzisiejsze wyniki…, gdybym nie znał. Znaczy to są wyniki zdrowej silnej siedemnastolatki, medycyna. Ja…

Pawłowski popatrzył jeszcze raz na obrazek, zamknął oczy i usłyszał

– „…Nie przyszedłem bowiem wzywać sprawiedliwych, lecz grzeszników…”

Niechętnie wrócił do rzeczywistości, wspomnienia tamtych chwil dodawały mu sił. Spakował materiały do plastikowej teczki. Jadąc do domu, odda je ojcu Łukaszowi. Dalej niech martwią się bracia. Były sprawy, przeznaczone dla ludzi, których wiara ma pewniejsze fundamenty niż jeden mały cud.

Kardynał

Kardynał starannie zamknął drzwi swojego gabinetu, opuścił żaluzję, podszedł do portretu aktualnego papieża, odchylił obraz i otworzył sejf. Wyjął czarne pudełko i laptopa. Podłączył zasilanie do obu urządzeń. Diody czarnego pudełka zamigały, teraz mógł bezpiecznie włączyć komputer. Całkowitej gwarancji nie było, ale brat Filip twierdził, że chiński wynalazek daje radę nawet skanerom NSA. Okienko na ekranie laptopa zażądało skanu tęczówki, podłączył skaner do portu usb, podniósł go do prawego oka i klikną „ok”. Skan zakończył się pomyślnie, twardy dysk cicho zamruczał i system ruszył. Ekran ozdobił uśmiechnięty pingwin w kardynalskim stroju, taki żart brata Filipa.

– Cóż jeśli sześcioletni jezuicki nowicjat nie pozbawił młodego zakonnika poczucia humoru to jest jeszcze nadzieja dla naszego zgromadzenia. – pomyślał.

Wyjął z teczki płytę dvd, która przyszła dziś pocztą dyplomatyczną z Polski, na okładce w trzech językach napisano „Perły architektury drewnianej Śląska i Małopolski”. Wsunął płytę do napędu komputera i kliknął w ikonę „Enigma”, program napisany przez brata Filipa, niedoszłego absolwenta Wydziału Matematyki Uniwersytetu Jagiellońskiego w trzecim roku nowicjatu, okazał się wybawieniem dla braci pełniących misję w krajach, gdzie delikatnie mówiąc katolicy byli prześladowani. Zakon miał swoje tajemnice, a „Enigma” pozwalała lepiej ich strzec. Program wyszukał napęd i rozpoczął analizę płyty, po kilkunastu minutach szum chłodzenia nieco zelżał, a Kardynał mógł zapoznać się ukrytą zawartością.

Zdjęcia, raporty techników, fotokopie paszportów, dane o zabitych z polskiej bazy danych i Interpolu. Studiował otrzymane materiały uważnie szczególnie zdjęcia wyrysowanej niebieską kredą Gwiazdy Magów, Gwiazdy Babilonu. Sięgną do jednej z szuflad swojej pamięci: „…gwiazda ta siedmioramienna (septagram), każdemu jej ramieniu odpowiada jedna z planet Wielkiej Siódemki. Tradycyjnie kreśli się ją rozpoczynając od wierzchołka odpowiadającemu Słońcu i kolejno do Księżyca, Marsa, Merkurego, Jowisza, Wenus, Saturna i powrót do Słońca, nie odrywając ręki, sposób kreślenia ma znaczenie magiczne.“

Gwiazda i strzały były jedynym dowodem, jedyną podstawą do uzupełnienia kroniki… Zastanawiał się co czuje pewien mnich mieszkający w eremitorium Kartuzów , gdzieś w Masywie Chartreuse, części Alp Francuskich pomiędzy Grenoble a Chambéry. Kiedy otwiera się klapa w drzwiach celi, a w drewnianej szufladzie pojawia się kolejny rozdział kroniki, której przepisywanie zrzucił na jego barki jeszcze jego poprzednik. To już pięćdziesiąt lat… Nie znał imienia mnicha, ale modlił za za niego codziennie.

Dzwonek telefonu sprawił, że podskoczył na krześle, a serce prawie zatrzymało się w trakcie skurczu. Ten numer znała niewielka, grupa stojących wysoko w hierarchii watykańskiej osób. Odebrał telefon mówiąc po włosku

– Słucham ?

Nieznany męski głos, rozmówca również użył włoskiego, z dziwnym nieco archaicznym akcentem:

– „ Błogosławiony, który odczytuje, i którzy słuchają słów Proroctwa,

a strzegą tego co w nim napisane, bo chwila jest bliska… Napisz więc to, co widziałeś i to co jest, i to co potem musi się stać…“ Bazylika św. Szczepana (Santo Stefano Rotondo al Celio). Jutro w Anioł Pański kronikarzu, nie spóźnij się…

Rozmówca odłożył słuchawkę, kardynał w milczeniu zbierał myśli. Dwa zdania z

Apokalipsy św. Jana, hasło i miejsce spotkania, kościół węgierskich Jezuitów…

Znaczenie Apokalipsy było jasne od czasu wydarzeń w Paryżu 4 lipca…

Łowca

Paryż 4 lipca, kończył się powoli kolejny dzień rewolucyjnego terroru, słońce powoli zachodziło, obdarzając dachy czerwonym blaskiem swych ostatnich promieni. Było w tym coś złowieszczego, zapowiedź kolejnego dnia przelewu krwi, wśród cichego łoskotu gilotyny.

Postanowili wyjechać. Na pewno ze stolicy, może z Francji. Wyszedł kupić powóz i konie. Etien została by spakować ich rzeczy. Wracał później niż planował czując niepokój i dziwną pustkę. Wracał szybko…

Wyłamane, otwarte na oścież drzwi, ślady szamotaniny. Zabrali ją!

Szukał jej. Mocą, przemierzał miasto myślową sondą i znalazł… Przez ciało i umysł przeszedł dreszcz strachu, ruszył biegiem. Musiał ją uwolnić…

Zobaczył ją. Tam na stopniach gilotyny. Siniak pod okiem, rozbity nos, opuchnięte wargi i włosy polepione skrzepłą krwią. Nie przepcha się przez ten wściekły tłum, który z braku chleba chce igrzysk, łaknie śmierci, zgrzytu i szelestu opadającego ostrza.

Nagle poczuł jej strach, paraliżujące przerażenie. Wiedział, sama się nie uratuje. Nie jest w stanie. Poczuł gniew, ona zwykle dumna i odważna, a teraz…

To stało się samo, bo musiało się stać. Zamknął oczy, rozłożył ramiona w geście otwarcia wypowiedział wezwanie, otworzył się na moc i zaczerpnął…błękitne stróżki poczęły płynąć do niego z ziemi i powietrza, szkarłatne od wściekłego tłumu. Naczynie napełniało się, gdy było już prawie pełne zapalił swój ogień. Najpierw oczy, wpatrzone tylko w nią. Ubranie już się tliło, buty syczały, dymiły i zapłonęły żółtym ogniem. Płomień rósł, zmieniał kształt. Kula. Otaczała go kula ognia. Zrobił krok i posłał tą kulę w tłum, ożywił i kierował mocą. Kula podzieliła się na mniejsze, a te zmieniły się w jęzory ognia obejmujące powoli cały zgromadzony na placu tłum. To był oddech jego własny, oddech ciała, które zostało w innym miejscu i czasie… Wrzaski przerażenia i śmierci… Zabijał, nie palił ich! Spali wszystko i wszystkich, którzy stoją mu na drodze do niej… Euforia, był sobą, od tak dawna nie czuł podobnej radości, ogień wyzwalał. Jego prawdziwa natura. Tak jestem Płomieniem!

Kroczył przez plac powoli, delektując się ciepłem, ten świat był taki zimny…

Idę po ciebie Etien – poruszyła się, słysząc jego myśli, ciągle oszołomiona, pół przytomna. Dlatego ją zabrali. Otwarte drzwi, zamiast domu w płomieniach, bo w niej też był ogień…

Podszedł do niej, dotknął delikatnie nagiej skóry, opuszkami palców czytając runy i magiczne symbole, które ujawnił ogień. Jej ubranie spłonęło, lecz gdy sam jesteś ogniem…

– Kto? Gdzie ja jestem? Co się stało? Zaskoczyli mnie,ktoś mnie uderzył i chyba straciłam przytomność… – wyszeptała

– To już nieważne Etien, chodźmy stąd – podniósł ją, objął i poprowadził przez plac.

– Opowiedz mi – wyszeptała nagle

– Co?

– Opowiedz mi moją ulubioną historię… – poprosiła

– …Dans le pays au-delà de la porte…

– Nie, nie w tym języku. Nie dziś. Opowiedz tak jak Ty lubisz ją opowiadać Gwyn, mój Płomieniu – i zaczął opowieść, tam na tym placu, gdy szli nadzy mijając zwęglone zwłoki ludzi, i jeziorka wrzącego szkła…

– …Yn y Tir Tu Hwnt i’r Gate. Lle haul adenydd hyfryd wresogi yn y nyth creigiog ar y llyn gyda jâd, draig eni, draig fach … Seren Y Bore, Spark Fflam…

(W Krainie za Bramą. Gdzie słońce rozkosznie ogrzewa skrzydła, w skalnym gnieździe, nad jeziorem z nefrytu, urodził się smok, mała smoczyca…Gwiazda poranna, Iskra Płomienia…)

– Ja? – zapytała

– Tak, ty moja Iskierko – odpowiedział

– A ty?

– Ja? Ja urodziłem się nieco wcześniej w innym gnieździe, jako Gwres Gwyn Fflam Brightens y Tywyllwch. Biały Żar, Płomień który Rozproszy Mrok.

– A co będzie teraz? – zapytała

– Teraz wyjedziemy z tego miasta i kraju…

– Chciałabym…

– Co?

– Mieć z tobą młode, małego smoka…

– Próbowaliśmy. W tym świecie jest chyba za zimno…

– Wiem, ale chciałabym…

Rzym

Wracał wolno z tego spotkania, w Rzymie kościołów było na tyle dużo, że można było znaleźć jeden trochę zapomniany przez turystów i wiernych, gdzie mogli porozmawiać w cztery oczy, ale on na przekór wybrał właśnie ten jeden z najstarszych…symbolicznie. Kościół, azyl, bo z niezrozumiałych powodów ich magia nie działała na poświęconej ziemi. Bóg i religia miały znaczenie drugorzędne, bo paradoks dotyczył nie tylko świątyń chrześcijańskich, tu panowało równouprawnienie i jak oni to nazywają. A ekumenizm. Nawet jego ojciec nie potrafił tego wytłumaczyć, wspominał tylko, że w ich świecie też były miejsca wolne od mocy i magii.

Powiedział. Zdradził kronikarzowi sekret…

– Tak ojcze zostaliśmy sami dwa ostatnie smoki z Klanu Płomienia i on Czarne Serce. Ostatnie smoki na tym świecie. My nie możemy go zabić. On jest celem i sensem naszego istnienia w tym świecie, z którego nie mamy ucieczki, ani on, ani my.

– Jak to? A brama?

– Ostatnim, który mógłby spróbować otworzyć bramę był mój ojciec, ale jego ogień zgasł dawno temu. W tym świecie brama nie istnieje, trzeba pamiętać czarne kolumny z naszego świata. Wibrującą w nich moc, ojciec był ostatnim pamiętającym… Zresztą kolumn już nie ma. Klany miały po pięćdziesięciu słońcach straży, stopić kolumny by zło pozostało po drugiej stronie…Ci z nas, którzy przeszli wiedzieli, że powrót może być niemożliwy…

– Dlaczego mi to mówisz?

– Tam w tym zimnym kraju, daleko na północy, w czasie tego krótkiego starcia zrozumiałem ze wcale nie jestem lepszy od Czarnego Serca i całego klanu Ogni z Moren. Nikt z nas nie opowiedział wam dlaczego?

– Co dlaczego?

– Dlaczego, wybuchła wojna, dlaczego „polujemy“ na Ognie z Moren…

– Nie.

– Więc ja opowiem dziś tobie. Nasz świat, różni się od waszego. Jest znacznie cieplejszy, część przypomina wasze pustynie, ale piaskom i kamieniom towarzyszą jeziora płynnych metali i soli, tam mieszkamy my smoki. W miejscach gdzie jest chłodniej rosną lasy ogromne drzewa walczą ze sobą o miejsce i pożywienie, mamy też stepy, porośnięte roślinnością przypominającą wasze trawy. Tam mieszka nasza zwierzyna, nasz pokarm, bo smoki są drapieżnikami. Tam polujemy łapą, ogonem i ogniem.

Moren to kraina otoczona pustynią, daleko stamtąd było na żerowiska. Ognie pozazdrościły swoim sąsiadom i postanowiły zająć lepsze miejsce. Nic niezwykłego, klany czasem zmieniały terytorium wypierane przez inne lub samą naturę. Toczono walki, ale smocze prawo zakazywało przelewania zielonej krwi…

Ognie popełniły zbrodnię, ty powiedział byś grzech, coś jak w waszej historii Kaina i Abla, choć może są to echa naszej historii dziesięć tysięcy lat życia obok siebie zostawia jednak ślady. Młode samce Ogni podczas jednego z napadów zabiły samicę Gorących Serc i na oczach reszty klanu skosztowały jej krwi…

Ojciec mówił mi, że to ich odmieniło, zaczęli zabijać bez opamiętania, nawet polując zabijali więcej niż klan był w stanie zjeść. Mówił, że obudzili zło, mrok… Klany zebrały się i wydały Ogniom wojnę. Walczono magią i ogniem. Łapą i zębami. Klany miały przewagę i wojna szybko zmieniła się w polowanie. Ognie w akcie desperacji, postanowiły uciec.

Magowie Klanu Ognia postanowili otworzyć jedną z bram. Bramy w naszym świecie są częścią wiedzy. Były zanim pojawiły się smoki… Nasze legendy mówią, że są drogą do innych światów, innego życia. Dla nich była to ostatnia szansa na życie… W Moren, samym centrum terytorium klanu była brama, dwie czarne kolumny. Miała złą sławę i nosiła nazwę Droga Bez Powrotu…

Kiedy Ognie uciekły przez bramę, klany postanowiły wysłać pościg. Ochotników z kilku klanów, ponieważ droga miała być w nieznane, przez bramę miały przejść całe rodziny. Z klanu Białego Żaru ja wraz z ojcem i matką oraz Seren z rodzicami. Dwadzieścia smoczych rodzin z dziećmi. Magowie i myśliwi w pogoni za „zwierzyną“.

– Jak to?

– Tak kronikarzu to było i jest polowanie. Zemsta. Grzech skalał obie strony, tak twierdził mój ojciec. Wystarczyło stopić kolumny, uwolnić moc i oni już nie mogli by wrócić… Po co pościg? Bał się, że przynieśliśmy tą naszą „skazę“ z sobą do waszego świata. Nauczyliśmy was nienawiści. Pomyśl dziesięć tysięcy lat, smoki toczą w twoim świecie wojnę, pojedynek ognia, magii i miecza. Obie strony wykorzystywały w tej wojnie ludzi. Różni nas tylko to, że dla nas ważna była wasza zgoda, a dla nich nie. Przez ostatnie lata zabijam tylko ludzi, coraz słabszych i gorzej przygotowanych do walki ze mną, są tacy jak on, w nim gaśnie już ogień, znika moc. Będzie żył jeszcze długo. Ja mam czas w tym świecie prawie wieczność… I mam ją…Poczekam. Czytałeś kronikę?

– Tak. Czytałem…

– W kronice jest opisany dzień, kiedy ostatni raz czułem się naprawdę smokiem…. W lipcu we Francji w czasie rewolucji, wtedy ostatnio rozpaliłem w sobie ogień. W waszej opowieści są to pewnie suche fakty, ile osób zginęło, ile trzeba było opłacić lub zastraszyć aby ukryć prawdę. Ja tamtego dnia zrozumiałem, wizję mojego ojca. Zapomniałem, że was nawet trochę lubię i byłem gotowy spalić cały świat. Dla niej… Na szczęście dla świata. Musiałem spalić tylko ludzi na jednym placu…

Spytasz dlaczego ci to mówię? Chciałem cię prosić, żebyś się modlił ojcze. Modlił o moją silną wolę i cierpliwość wobec świata… Bo widzisz ona ma od dwustu lat jedno pragnienie, kaprys chce mieć młode, małego smoka. W tym świecie jest chyba za zimno… Ale dla niej… Dla niej, mogę kiedyś spróbować „ocieplić“ ten świat…

Dochodziła trzecia. Wszyscy nawet rodowici Włosi, mieszkający pod tym słońcem całe życie szukali klimatyzatora, cienia lub fontanny. Ona siedziała na środku tarasu, wyciągając twarz do słońca. Siedziała tak jak ją zostawił idąc na spotkanie…

Tak. Dla tych kilku dni ciepła warto było tu przyjechać – pomyślał – Patrzył na nią kilka chwil, podszedł powoli z uśmiechem, podziwiając jej piękno…

– Powiedziałeś mu? I czemu się skradasz? Przecież i tak wiesz, że wiem gdzie jesteś?

– Sprawdzam…. Powiedziałem mu, nie wiem czy zasłużyli, musiałem powiedzieć przynajmniej jemu…

– Co teraz? Spróbujemy jeszcze raz zabawy w dom? Ale błagam tym razem, gdzieś, gdzie jest cieplej…

– Dobrze. Spróbujemy…

 

Cały tekst w formacie pdf do pobrania Odwieczni

Share